Rocznik 1988 atakuje tenis, ale gdzie Polacy?

autor: Krzysztof Straszak | 2010-07-11, 08:24 | źródło: inf. własna

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Juan Martín del Potro już jest mistrzem wielkoszlemowym, Marin Čilić również zadebiutował w Top 10 rankingu. Rocznik 1988, najmłodszy w czołowej setce, jest w niej reprezentowany przez siedmiu zawodników. My wciąż czekamy na "boom" ze strony któregoś z naszych graczy.

W finale mistrzostw Polski w Szczecinku Marcin Gawron pokonał Grzegorza Panfila. Pierwszy przed czterema laty grał o tytuł w juniorskim Wimbledonie, drugi wspólnie z innym rówieśnikiem - Błażejem Koniuszem, kilka miesięcy wcześniej triumfował w deblu juniorskiego Australian Open. Z nich mieliśmy mieć pociechę w niedalekiej przyszłości, ale drogi tenisowe bywają kręte.

Zawodnicy rocznika 1988 są przyszłością tenisa, coraz znaczniejszą siłą w męskich rozgrywkach. Del Potro, Čilić, Gulbis czy de Bakker to wieżowcy bazujący grę na serwisie. Ale są też przebojowi Dołgopołow, Koroliow oraz Riba. Szczególnie ci, nie tylko z powodu wygranych turniejów w Polsce oraz - oprócz Hiszpana - bliskości kulturowej, ale i charakterystyki, powinni być wzorem dla biało-czerwonych.

Panfil: Nie chcę czekać do 30-tki na Top 100

Riba, mistrz challengera bytomskiego, powrócił tej wiosny na Górny Śląsk. Dwukrotnie mierzył się w młodszych kategoriach wiekowych z Panfilem, przegrywając z nim w półfinale imprezy red. Tomaszewskiego na Warszawiance. Riba jest dziś najmłodszym w historii po Nadalu Hiszpanem w czołowej setce rankingu, a Panfil wciąż o kilka długości od tego celu.

Zabrzanin jest jednym z przedstawicieli rocznika fenomenalnie zapowiadającego się w polskim tenisie jeszcze kilka lat temu. Opowiada nam o trudach przebicia się na poziom pozwalający na występy w cyklu World Tour. - To, że Kubot dostał się do Top 100 dopiero w wieku 27 lat wcale mnie nie przeraża. Ja mam 22 lata i każdego dnia robię wiele, by również się tam znaleźć - mówi.


Grzegorz Panfil, 22 lata, w 2006 roku jedyny raz wystąpił w Tourze (foto K. Straszak)

Gdy rankingowo się stoi, trzeba coś zmienić. Dla Panfila, najlepszego leworęcznego singlisty w Polsce, początkiem lepszego ma być turniej World Tour, najważniejszego cyklu pod egidą ATP. W chorwackim Umag lub szwajcarskim Gstaad chce 24 lipca wziąć udział w kwalifikacjach, choć to zależy w pierwszej kolejności od rywali i układu listy startowej. Jedyny występ w Tourze Panfila datuje się na 1 sierpnia 2006 roku, kiedy dostał dziką kartę w Sopocie.

To, że potencjał Panfila, dziś dopiero piątego w kolejności Polaka na liście rankingowej, jest doceniany, świadczą powołania do kadry narodowej. W ubiegłym sezonie zadebiutował w Pucharze Davisa w meczu z Belgią, a w tegorocznym spotkaniu z Finlandią był sparing-partnerem na prawach pełnoprawnego reprezentanta. Kapitan Radosław Szymanik ufa Panfilowi nie tylko ze względu na jego lewą rękę, choć nie da się ukryć, że kadrze był w marcu potrzebny mańkut do solidnych treningów przed grami z Nieminenem.

- To było świetne doświadczenie - wspomina mecz w Sopocie Panfil. - Tak sobie wtedy siedzieliśmy z Kubotem i rozprawialiśmy o planach i marzeniach. Wiem, że on jest profesjonalistą w pełnym tego słowa znaczeniu. Kubot jest wzorem dla wszystkich, którzy chcą coś osiągnąć. Ja go podziwiam. Panfil ciepło mówi także o grudniowym zgrupowaniu kadrowiczów, również w Sopocie. - Było wspaniale i wywołało apetyt na więcej takich spotkań. Ale z racji startów w różnych częściach Europy i świata logistycznie takie coś jest mało możliwe.

Projekt przygotowań najlepszych polskich tenisistów w jednym miejscu jest dzisiaj nierealny, bo wszyscy mają jakąś swoją bazę lub kilka miejsc, w których trenują. Panfil zaczynał pod okiem Stanisława Żmudy w Rudzie Śląskiej, a osiem lat temu związał się z Górnikiem Bytom, gdzie jest pod szkoleniową opieką Jacka Widawskiego. Trenujący wcześniej Grzegorza brat, Aleksander, przeniósł się do Ustronia, gdzie wspólnie z Adamem Skrzypczakiem realizuje pomysł na kompleks tenisowy.

Bazą Panfila są także Czechy: mieszkał już w Przerowie i Ostrawie. W tej ostatniej, praktycznie przygranicznej miejscowości, w klubie z czterokortową halą, pięcioma otwartymi kortami i odnową biologiczną zajmuje się nim trener Stavros Wawrzos. Panfil myśli także o mieszkaniu w Pradze, gdyby wyjechał tam trenować na dłuższy czas. W czeskiej stolicy osiedlił się Kubot, a epizod zaliczył tam też Przysiężny.

Panfil wcale nie musiałby się przeprowadzać, bo na miejscu ma praktycznie wszystko: kilkanaście kortów w Bytomiu oraz odnowę biologiczną w centrum rehabilitacyjnym prowadzonym przez siostrę i szwagra. Przed południem dwie godziny trenuje ze szkoleniowcem, po południu tyle samo z hitting partnerem, potem ma półtorej godziny zajęć ogólnorozwojowych. Problem jest od dawna jeden: w Polsce nie ma wielu i mocnych sparing-partnerów. Tymczasem ulokowani w Barcelonie tenisiści hiszpańscy mogą pograć sobie nawet z Nadalem.

Gawron, trzecie mistrzostwo Polski i co dalej?

W lutym Marcin Gawron został zawodnikiem Tuan Club Piaseczno, na kortach którego można zobaczyć już więcej znanych nazwisk (np. Matkowski i Fyrstenberg). Materiały prasowe przygotowane przez managera Gawrona mówią o jasnych celach nowosądeczanina: awansie do czołowej setki. Trzecie w karierze mistrzostwo Polski zdobyte w piątek punktów do rankingu jednak nie przyniesie.

- Ciężko pracuję nie tylko na korcie - przyznał Gawron, którego współpraca z psychologiem Pawłem Habratem już podobno przynosi owoce. Małe przekonanie o własnej wartości to wielki problem polskich tenisistów. Nasi nie odbiegają techniką od innych - mówią trenerzy. Ale tenis to mentalność. Tej Gawrona w ubiegłym roku mógł zostać zadany poważny cios po tragedii rodzinnej.


Marcin Gawron, 22 lata, mistrz Polski 2007-2008-2010 (foto marcingawron.com.pl)

Silna psychika to właściwość największych sportowców. Panfil nie wierzy jednak, że ktoś może skupiać się na korcie tylko i wyłącznie na najbliższej piłce. - Przegrany na styk punkt czy tym bardziej set zwykle powoduje rozpamiętywanie straconych szans. Większość w takich wypadkach zaczyna wyciągać wnioski - mówi urodzony w Nowy Rok blondyn z zabrzańskiej Rokitnicy.

Niewiele jednak czasami trzeba do podbudowania się. Dla Przysiężnego i Janowicza impulsem był mecz z Murrayem w Pucharze Davisa. Występ w kadrze narodowej to cel Gawrona, notowanego na razie w rankingu w szóstej setce. - Podjąłem kilka ważnych decyzji i potrzeba trochę czasu, zanim przyniosą one pozytywne efekty - mówi. Dzikich kart do polskich challengerów nie będzie otrzymywać do końca kariery, a więc czas na progres.

Koniusz za zakrętem

Panfil żałuje, że po mistrzostwie Aussie Open rozeszły się jego drogi z Koniuszem. Temu drugiemu chyba w pewnym momencie było już wszystko jedno. Błażej, świętochłowiczanin, nie ma trenera i środków na wyjazdy turniejowe. Zarabia na życie w lidze niemieckiej, a na kortach Chorzowskiego Towarzystwa Tenisowego trenuje już bardziej nie sam, a kogoś: Paulę Kanię, najwyżej notowaną polską juniorkę, świeżo upieczoną mistrzynię Polski, prywatnie partnerkę życiową.


Błażej Koniusz, 22 lata, świętochłowiczanin (fot. R. Baran/bytomopen.pl)

Ubiegły sezon Koniusz zakończył już w sierpniu, ale tej wiosny był wyróżniającą się postacią w serii polskich turniejów Futures. - Niestety, czasami wychodzi brak ogrania - mówi zawodnik, który przed początkiem sezonu brałby w ciemno wyniki uzyskane w Katowicach, Koszalinie czy Gliwicach.

Jest nadzieja na lepsze czasy. Koniusz i Panfil po sukcesach deblowych w Koszalinie i Gliwicach znów chcą grać razem. Czy to nie tak, od początkowego dystansu do gry podwójnej, rozpoczynały się nowe rozdziały karier Kubota, Kowalczyka, Bednarka?

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
gortat

mieliśmy jeszcze Pawła Poziomskiego zdaje się też jest '88 ale kompletnie o nim poxniej nie bylo slychac? wie ktos co z tym chlopakiem?

Hellraiser

Świetny artykuł, trzeba przyznać.