Taki styl daje mi więcej radości - rozmowa z Maríą José Martínez, drugą rakietą Hiszpanii
autor: Marek Furjan | 2009-11-01, 17:50 | źródło: inf. własna
W opinii wielu fachowców kobiecy tenis staje się coraz nudniejszy, schematyczny i siłowy. Walkę z tego rodzaju monotonią oraz przeciwniczkami prezentującymi taki styl próbuje podjąć María José Martínez (WTA 31). O swoim unikalnym stylu gry, konflikcie z Sereną Williams oraz tenisowych marzeniach opowiadała nam podczas turnieju WTA w szwedzkim Båstad.
Marek Furjan: Wybór takiego a nie innego stylu gry był spowodowany Twoja decyzją, czy też ktoś podpowiedział Ci, aby tak grać? Jesteś jedną z nielicznych zawodniczek prezentujących w obecnych czasach serve&volley i grę kombinacyjną.
María José Martínez: - To był mój świadomy wybór. Bardzo ciężko jest jednak grać w taki sposób przez cały mecz, aby nie przyzwyczaić rywalki do takich samych zagrań i decyzji. Moi trenerzy pracują ze mną cały czas nad urozmaiceniem mojej gry, a także nad grą z głębi kortu. Powtarzają mi co mam robić, jednak ostateczna decyzja na korcie zawsze należy do mnie. Początkowo miałam wątpliwości czy z taką kombinacyjną grą jestem w stanie przebić się do czołówki rankingu. Jednak kolejne zwycięstwa i dobre występy utwierdziły mnie w przekonaniu, że jestem w stanie osiągnąć wiele.
Jakie w takim razie zagranie, element w grze, chciałabyś poprawić najbardziej?
- Muszę prowadzić grę częściej z linii końcowej, a także poprawić swój forhend. Gdy będę groźna także w wymianach z głębi kortu, wzmocnię siłę swojej gry, wyniki będą jeszcze lepsze.
Jakie jest w takim razie Twoje tenisowe marzenie?
- Wygrać któryś z Turniejów Wielkiego Szlema.
French Open?
- Może być, ale myślałam raczej o Wimbledonie (śmiech)
Jaki moment ze swojej dotychczasowej kariery pozostanie najdłużej w Twojej pamięci?
- Z pewnością będą to wszystkie zwycięstwa, nie rozpamiętuję porażek (śmiech). Na chwilę obecną - wygrane turnieje w Bogocie i Bastad.
Jaka jest przewaga stylu serve&volley, gry bogatej w skróty i grę przy siatce nad tym najbardziej popularnym we współczesnym tenisie, polegającym na prowadzeniu wyniszczających wymian z głębi kortu?
- Większość zawodniczek prezentuje obecnie styl "boom-boom". Gdy mają gorszy dzień i im "nie siedzi" - są kompletnie bezradne. Nie umieją zmienić nic w swojej grze, zaskoczyć rywalki czym innym. Ja staram się grac zupełnie inaczej. Cały czas zmieniam coś w swojej grze podczas meczu, mój tenis jest niekonwencjonalny, nieprzewidywalny. A poza tym przynosi więcej radości.
Po zakończeniu kariery chciałabyś zostać zapamiętana jako mistrzyni, czy prezentująca ciekawy dla oka styl tenisistka, która błąkała się po pierwszej '50' rankingu?
- Chciałabym zostać zapamiętana jako miła osoba. To jest najważniejsze. Mam w Tourze wielu przyjaciół i przyjaciółek, relacji z nimi nie da się zamienić na żaden tenisowy sukces.
Podczas tegorocznego turnieju French Open głośno było o Twoim meczu z Sereną Williams. Nie tylko dlatego, że mecz był bardzo wyrównany i byłaś blisko wyeliminowania jednej z największych faworytek całego turnieju. Drugim powodem była sytuacja, gdy zdaniem Amerykanki piłka uderzona przez nią dotknęła Twojego ramienia, a Ty się do tego nie przyznałaś. Na konferencji prasowej Williams nazwała Cię "oszustką". Jak się do tego ustosunkujesz?
- To był mecz, sportowe emocje, wielka stawka. Takie sytuacje się zdarzają, nie ma czego rozpamiętywać.



Zaloguj się aby dodać komentarz
Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.