Żeńska siatkówka w Kaliszu nie zginęła

autor: Miłosz Marek | 2010-04-12, 09:00 | źródło: inf. własna

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Siatkówka żeńska - sportowa wizytówka Kalisza nie zginęła po upadku SSK Calisii. Pozostał mniej znany MKS, który od lat lubuje się szkoleniem młodych zawodniczek, zawsze znajdując się w czubie rozgrywek wojewódzkich. Nieco starsze koleżanki w tym sezonie walczyły na parkietach drugiej ligi. Wszystko wskazuje na to, że nadchodzą lepsze czasu dla tego klubu.

Przez wiele lat MKS Calisia znajdował się w cieniu słynniejszej imienniczki, SSK. Jednak jak się okazało niecały rok temu, przy okazji upadku czterokrotnych mistrzyń Polski, stowarzyszenie, które przez lata zdobywało medale w mistrzostwach Polski swój początek miało właśnie w Miejskim Klubie Sportowym.

Przez pewien okres czasu tliła się nadzieja, że zespół uda się zgłosić do rozgrywek na zapleczu ekstraklasy w miejsce spadkowicza z PlusLigi Kobiet. Jednak władze Polskiego Związku Piłki Siatkowej nie przychyliły się do próśb kaliszan. Zamiast ekipy z najstarszego miasta, którego sportowe życie ograniczało się przez wiele lat jedynie do siatkówki, działacze postanowili przyznać dziką kartę Legionovii Legionowo. Ostatecznie drużyna wylądowała w II lidze, do której awans wywalczyła w sportowej rywalizacji w sezonie 2008/2009.

Przed sezonem bardzo wiele uwagi ówczesny prezes, Waldemar Gut, poświęcił na szukaniu środków na start i funkcjonowanie zespołu w jakiejkolwiek klasie rozgrywkowej. Wyjściem z całej sytuacji miały być pieniądze od nowych klubów Anny Woźniakowskiej (obecnie Witczak - przyp. red.) oraz Eweliny Toborek. Odpowiednio Bank BPS Muszyna oraz Trefl Sopot miał zapłacić za tzw. ekwiwalent, czyli wyszkolenie siatkarki, na podstawie starych dokumentów, w których posiadaniu znajdował się prezes MKS-u. Ostatecznie ten plan nie wypalił, bo po raz kolejny związek podjął decyzję niekorzystną dla Calisii.

W końcu po burzliwym okresie przygotowawczym udało się złożyć ekipę, która miała walczyć w drugiej lidze. Skład został oparty na młodych wychowankach kaliskiego klubu z małymi wyjątkami. Najstarszą zawodniczką okazała się Justyna Filipowicz, która w lipcu skończy... 24 lata. Z kolei na prowadzenie zespołu zdecydował się znany w kaliskim środowisku duet trenerski Jakub Stankiewicz - Daniel Przybylski.

Sezon rozpoczął się nadspodziewanie dobrze. Cztery zwycięstwa w siedmiu konfrontacjach mogły napawać optymizmem. Pozwalały wierzyć, że Calisia spokojnie utrzyma się w lidze bez konieczności gry w barażach. Jednak osiem kolejnych porażek przekreśliło tą szansę. Mnożyły się kolejne kłopoty, a zespół swoje mecze musiał rozgrywać w Gołuchowie. Fazę zasadniczą MKS zakończył na siódmej pozycji w dziewięciozespołowej stawce, bowiem już w trakcie sezonu wycofała się Gedania Gdańsk. Niestety dla kaliszanek, musiały one stanąć do walki o utrzymanie w lidze. Po wycofaniu się drużyny z Pomorza ligę opuścić mogła jedynie jeden zespół, w przypadku porażki w barażach z jedną z trzecioligowych ekip.

W pierwszej rundzie fazy play-out drużynę trenera Stankiewicza czekały derby Wielkopolski z PTPS-em II Piła. Zwycięstwo w tej konfrontacji dawałoby już spokój Calisii. Z tej rywalizacji zwycięsko wyszły zawodniczki z północnej części województwa, które z kaliszankami przegrały tylko raz. Decydujące o uniknięciu baraży były spotkania z Zawiszą Sulechów. Najpierw Calisia dwukrotnie okazała się lepsza u siebie. Później, w dramatycznych okolicznościach, przegrała na wyjeździe, by w końcu, na własnej hali odnieść trzecie zwycięstwo i pozostać w gronie drugoligowców.

Niezwykle ważna wiktoria na koniec sezonu może być początkiem nowej, lepszej ery klubu. Jeszcze w trakcie rozgrywek mówiło się o zawiązaniu sportowej spółki akcyjnej, której funkcjonowanie miałoby zakończyć wszystkie problemy. Podpisane zostały już pierwsze dokumenty i należy czekać na rozwój sytuacji. Na razie nie można powiedzieć wiele na ten temat. - Do tej pory o tym nie myślałyśmy. Skupiałyśmy się tylko i wyłącznie na kolejnych spotkaniach - powiedziała kapitan zespołu, Paulina Górecka.

Trzeba mieć tylko nadzieję, że Kalisz ponownie wróci na siatkarską mapę Polski. Już ostatni mecz w tym sezonie pokazał, jak głodni tej dyscypliny sportu są mieszkańcy najstarszego miasta w Polsce. W małej halce przy ul. Łódzkiej zgromadziło się wielu kibiców, w tym ci najzagorzalsi, którzy zadbali o atmosferę przypominającą tą, którą można było czuć w latach świetności Calisii.


Czy kaliszanie będą mogli jeszcze świętować takie sukcesy? Na zdjęciu radość siatkarek z Kalisza po zdobyciu ostatniego mistrzostwa Polski - Piła 2007

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
kristian

Piła tez juz ledwie zipie.....

mówić możecie, my swoje wiemy...

hehe... i co pilaninie fajnie? siej ferment w internecie, bo na hali zawsze pokazywaliśmy wam miejsce w szeregu ;] CALISIA KALISZ!

PTPS

Podwójne S ! i jedno K ! Nieistniejąca calisia SiaLaLaLaLaLaLaLa !