Jakub Jarosz: Zawsze lubiłem Częstochowę

autor: Adrian Heluszka | 2010-03-16, 08:48 | źródło: inf.własna

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Bardzo ważne trzy punkty wywieźli z Częstochowy siatkarze ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, które pozwoliły podopiecznym Krzysztofa Stelmacha utrzymać drugą pozycję w tabeli przed ostatnią kolejka rundy zasadniczej PlusLigi. Po raz kolejny do zwycięstwa swój zespół poprowadził niezawodny Jakub Jarosz, na którego częstochowianie nie potrafili znaleźć recepty. - Mogę się tylko cieszyć, że w jakiś sposób pomogłem zespołowi w odniesieniu zwycięstwa, to jest najważniejsze - skwitował skromnie reprezentant Polski.

Młody atakujący fantastycznie poczyna sobie w barwach kędzierzyńskiej ekipy i co chwilę zgarnia statuetki MVP. W niedzielnym spotkaniu było podobnie, choć reprezentant Polski potrzebował chwili oddechu i na parkiecie na moment zastąpił go Dominik Witczak. - Mogę się tylko cieszyć, że w jakiś sposób pomogłem zespołowi w odniesieniu zwycięstwa, to jest najważniejsze. Bardzo się koncentrowaliśmy przed tym meczem, bo to trudny teren. Zawsze w Częstochowie gra się trudno. Cieszymy się z wygranej, bo był to ważny mecz dla układu tabeli - zauważa Jarosz.

Przed ostatnią kolejką rundy zasadniczej w górze tabeli PlusLigi w dalszym ciągu status quo. Podobnie, jak ekipa Krzysztofa Stelmacha po całą pulę sięgnął Jastrzębski Węgiel oraz Resovia Rzeszów i w rezultacie o tym, komu przypadnie druga pozycja zadecyduje ostatnia kolejka. - Na pewno liczyliśmy się z tym, że do końca będzie walka do ostatniego meczu i wszystko może się zdarzyć. Najpierw musieliśmy zrobić tutaj krok, aby potem myśleć o meczu z Olsztynem - dodaje Jarosz.

Dla wielu sympatyków siatkówki spotkania Domexu Tytan AZS Częstochowa z ZAKSĄ Kędzierzyn-Kozle są czymś więcej, niż tylko zwykłą walką o ligowe punkty. Od wielu lat walka pomiędzy tymi zespołami elektryzuje całą siatkarską Polskę, a kibicom udziela się dodatkowy dreszczyk emocji. - My na tym się nie koncentrujemy. Kibice walczą między sobą na przyśpiewki, nawet nie wiem na czym to polega. Ja zawsze lubiłem Częstochowę, bo tutaj kiedyś mój tata był trenerem, a ja bardzo mocno kibicowałem tej drużynie. Bardzo miło wspominam czas spędzony w Częstochowie i miło się tutaj wraca. Cieszę się, że mogłem tutaj zagrać i z faktu, że wywieźliśmy trzy punkty - podkreśla 23-latek.

Mało brakło, a kilka lat temu Jarosz przywdziałby barwy częstochowskiego klubu. 23-latek pierwsze profesjonalne siatkarskie kroki stawiał w zespole Delic Polu Norwid Częstochowa, który jeszcze do niedawna stanowił zaplecze "Akademików". Jarosz wybrał jednak ofertę z Kędzierzyna. - Tak, grałem w Norwidzie w juniorach. To jest właśnie jeden z powodów, dla których bardzo sobie cenię Częstochowę. Fajne miasto, klub także, dlatego mam stąd miłe wspomnienia - nie ukrywa zawodnik.

Do zakończenia rundy zasadniczej pozostała tylko jedna kolejka, jednak reprezentant Polski nie wybiega daleko w przyszłość i nie myśli jeszcze o rundzie play-off. Kędzierzynianom pozostał jeszcze jeden krok do przypieczętowania drugiej pozycji, jakim będzie zwycięstwo w piątkowym pojedynku z AZS-em Olsztyn. - Skupiamy się teraz na tym, aby zająć jak najwyższe miejsce, czyli drugie. Będziemy chcieli je utrzymać. Aby tego dokonać musimy wygrać u siebie z Olsztynem za trzy punkty i na tym się koncentrujemy. Prawdopodobnie jeśli zajmiemy drugą lokatę, to trafimy wówczas na Olsztyn - podkreśla.

Kilka dni temu zakończyła się natomiast przygoda ekipy Krzysztofa Stelmacha w rozgrywkach Pucharu CEV. Kędzierzynianie dzielnie bronili honoru naszego kraju, jednak w ćwierćfinale musieli uznać wyższość mistrza Włoch, Copry Piacenza. - Na pewno zadecydował pierwszy mecz. Może trochę chłodnej głowy, mniej doświadczenie niż drużyna włoska było po naszej stronie. Rywale zagrali dobry mecz tam, a my natomiast bardzo słaby. Trzeba się do tego przyznać, że zagraliśmy słaby mecz, a byli na pewno do ogrania. Tylko nie z taką grą, jaką zaprezentowaliśmy - uważa Jarosz.

Pomimo porażki ekipa z Opolszczyzny pozostawiła po sobie znakomite wrażenie i występy na międzynarodowej arenie może zaliczyć do udanych. - To na pewno dla każdego z nas jakieś fajne przeżycie, dobra przygoda i procentuje to dla wszystkich mniej doświadczonych zawodników na przyszłość, bo im więcej się gra tym więcej łapie się tego obycia boiskowego - kończy Jakub Jarosz.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
Georg

Może i radzi sobie doskonale w Kędzierzynie, ale za rok i tak odejdzie do Bełchatowa za kasą.