Dlaczego nie? - II część rozmowy z Katarzyną Skowrońską-Dolatą, zawodniczką Scavolini Pesaro

autor: Olga Krzysztofik | 2010-02-05, 09:30 | źródło: inf. własna

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

W tym roku polskie siatkarki wystąpią na Mistrzostwach Świata, wielu kibiców nie wyobraża sobie, by na tej imprezie nie wystąpiła Katarzyna Skowrońska-Dolata. - Marzę by pojechać z reprezentacją na Mistrzostwa Świata do Japonii i poprawić ten okropny wynik, który zrobiłyśmy 4 lata temu - zadeklarowała siatkarka. Jednak trwa sezon klubowy, tym samym również europejskie puchary. Czy polski zespół ma szansę wygrać Ligę Mistrzyń? - Dlaczego nie? - stwierdziła Katarzyna Skowrońska.

Olga Krzysztofik: Czy powrót na parkiet po kontuzji był dla pani ciężki?

Katarzyna Skowrońska-Dolata: - Powrót po każdej kontuzji jest ciężki dla sportowca. Ścięgno Achillesa jest o tyle niewdzięcznym miejscem dla zawodników, że przypomina o sobie nawet w czasie gdy nie trenujesz. Nie życzę największemu wrogowi, by musiał przechodzić, to co ja przeszłam w te wakacje.

Odczuwa pani jeszcze jakiś ból po tej kontuzji?

- Lekarze powiedzieli, że ból będę odczuwać jeszcze przez około 6 miesięcy od czasu powrotu na boisko. Gram dopiero 4 miesiące.

Co było trudniejsze - okres rehabilitacji i fakt, że nie mogła pani wyjść na parkiet czy moment powrotu, gdy wszystkie oczy były skierowane na panią?

- Zdecydowanie okres rehabilitacji, który był bardzo bolesny i wymagał ode mnie wielu wyrzeczeń.

A może przyjazd na zgrupowanie i dość szybki oraz niespodziewany wyjazd?

- Na kadrę przyjechałam z wielkimi chęciami. W międzyczasie okazało się, że kontuzja powraca i niezbędne będzie przeprowadzenie odpowiedniej kuracji. Zgodnie orzekli to lekarze polscy i włoscy. Nie miałam więc wyboru. O wszystkim zdecydowałam wspólnie z trenerem Matlakiem, który zrozumiał moją sytuację doskonale, za co jestem mu bardzo wdzięczna.

W statystykach Ligi Mistrzyń jest pani najlepiej punktującą zawodniczką w swojej drużynie po fazie grupowej. Czy jest to znak powrotu do wielkiej formy?

- Do mojej optymalnej formy jeszcze mi daleko. Staram się grać jak najlepiej, ale brakuje mi jeszcze stabilizacji na wysokim poziomie.

Zobaczymy panią w tym sezonie w reprezentacyjnej koszulce?

- Jeżeli tylko zdrowie pozwoli, to z wielką chęcią. Marzę by pojechać z reprezentacją na Mistrzostwa Świata do Japonii i poprawić ten okropny wynik, który zrobiłyśmy 4 lata temu.

Kontaktowała się pani już z trenerem Matlakiem? Rozmawialiście na temat zdrowia i ewentualnego przyjazdu na zgrupowanie kadry narodowej?

- Nie miałam okazji rozmawiać jeszcze z trenerem Matlakiem w tym sezonie.

Nie było żalu, gdy nasza reprezentacja zdobyła brązowy medal Mistrzostw Europy?

- Wręcz przeciwnie. Była radość, że spisały się tak dobrze. Bardzo im kibicowałam i byłam z drużyną w stałym kontakcie. Dziewczyny osiągnęły bardzo dobry wynik i należą im się za to wielkie brawa.

Z powodu kontuzji prawie cały sezon reprezentacyjny spędziła pani trochę z boku kadry. Czy zauważyła pani jakieś nowe talenty?

- Znam wszystkie zawodniczki, które były w tym roku w kadrze i mniej więcej wiem na co je stać. Szczególnie dobre wrażenie zrobiła na mnie gra Asi Kaczor, która bardzo dobrze radziła sobie na pozycji atakującej i Ola Przybysz (Przybysz to panieńskie nazwisko Aleksandry Jagieło - przyp. red), która w fantastycznym stylu wróciła do kadry i była jej liderką.

Kadra B zdobyła brąz na Uniwersjadzie. W jej składzie występowały trzy zawodniczki MKS-u Dąbrowa Górnicza: libero Krystyna Strasz, przyjmująca Ewelina Sieczka oraz rozgrywająca Marta Haładyn. Jak oceni pani ich grę? Mają szanse na występy w pierwszej reprezentacji?

- Każdy musi najpierw pokazać, że należy mu się gra w reprezentacji poprzez całoroczną pracę, więc wszystko leży w rękach tych dziewczyn. Potem o ich szansach zdecyduje trener reprezentacji.

W tym roku naszą kadrę czekają Mistrzostwa Świata. Myśli Pani, że Japonia tym razem okaże się bardziej szczęśliwa niż w 2006 roku?

- Nie widzę innej możliwości. Gorzej niż było być już nie może.

Z pokonaniem Algierii, Kostaryki czy Peru, które są dla nas egzotycznymi drużynami, nie powinno być problemu. To z Serbkami i Japonkami będziecie walczyć o pierwsze miejsce w grupie. Oceniając po Mistrzostwach Europy, w których Serbki wypadły blado oraz po Pucharze Wielkich Mistrzyń, podczas którego Japonki nie zaprezentowały się dobrze, mamy szanse na zwycięstwa w pojedynkach z tymi drużynami?

- Myślę, że mamy realne szanse dojść nawet do ćwierćfinału, a wtedy już wszystko może się zdarzyć. Mamy silny zespół, który stać na nawiązanie walki z każdym.

O sile reprezentacji w jakimś stopniu stanowi krajowa liga. W PlusLidze Kobiet są dwie silne drużyny - Bank BPS Muszyna oraz Aluprof Bielsko-Biała. Do tej wielkiej dwójki chce dołączyć ENION MKS Dąbrowa Górnicza. Jednak dlaczego polskie ekipy nie osiągają sukcesów na parkietach międzynarodowych?

- Dlatego, że nie są przyzwyczajone do gry na wysokim poziomie przez dłuższy okres. W lidze polskiej meczów na szczycie jest zaledwie kilka w sezonie, reszta jest raczej łatwa do wygrania. Na sukces w Lidze Mistrzyń składa się wiele rzeczy... Między innymi doświadczenie, które zbiera się latami.

Bogdan Serwiński, szkoleniowiec zespołu z Muszyny, mistrza Polski, powiedział, że chce wygrać Ligę Mistrzyń. Sądzi Pani, że jest to realne?

- Bardzo mu tego życzę, ale może nie w tym sezonie, bo jesteśmy my. Tak poważnie to myślę, że mimo wszystko jest kilka zespołów minimalnie silniejszych od ekipy z Muszyny w tegorocznej Lidze Mistrzyń, dlatego trenerowi Serwińskiemu będzie bardzo trudno osiągnąć ten cel. Ale za kilka lat... Dlaczego nie?

Pomiędzy ligą polską a włoską jest duża różnica. Co można zrobić, aby zniwelować tę różnicę?

- Korzystać z zagranicznej myśli szkoleniowej i zagranicznych zawodniczek, które pomogą podnieść poziom ligi, tak jak to się stało w męskiej PlusLidze. Nie można ciągnąć dwóch srok za ogon i mieć silnej reprezentacji oraz silnej ligi bez zagranicznych gwiazd. Nie można bać się różnic językowych i problemów, które się z tym wiążą. Tak zrobili Włosi oraz Turcy i znacznie na tym zyskali. Mamy tym ludziom wiele do zaoferowania. Bez nich będzie trudno osiągnąć poziom najlepszych zespołów w Europie.

Wtedy powróci pani do Polski?

- Być może. Na razie jestem w Pesaro, gdzie czuję się dobrze i nigdzie się nie ruszam.

Naszym celem jest wygrać wszystko - I część rozmowy z Katarzyną Skowrońską-Dolatą, zawodniczką Scavolini Pesaro

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
malina .

Szkoda że nie zagra ! No i widzicie takie są skutki gdy Polscy siatkarze i siatkarki grają w klubach zagranicznych !