W Polsce da się stworzyć dobrą drużynę - rozmowa z Karoliną Szwed, zawodniczką Vistalu Łączpol Gdynia

autor: Piotr Wiśniewski | 2010-05-26, 09:18 | źródło: inf. własna

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Po sukcesach koszykarskich zespołów w Gdyni na nową siłę wyrasta żeńska drużyna piłkarek ręcznych. Łączpol Gdynia w zakończonym właśnie sezonie wywalczył brązowy medal mistrzostw Polski, a także dotarł do półfinału Challenge Cup. - Przegrywając mecze o finał Challenge Cup i o wejście do gry w finale Mistrzostw Polski czułyśmy niedosyt - mówi w rozmowie z naszym portalem Karolina Szwed, zawodniczka Vistalu Łaczpol Gdynia. - Jednak w chwili kiedy zostały zawieszone na naszych szyjach brązowe medale MP czułyśmy, że zrobiłyśmy kawał dobrej roboty - dodaje.

Piotr Wiśniewski: Trzecie miejsce w Polsce oraz półfinał Challenge Cup to osiągnięcia Łączpolu Gdynia w zakończonym właśnie sezonie. Sukces czy może pozostaje jednak lekki niedosyt?

Karolina Szwed: Owszem przegrywając mecze o finał Challenge Cup i o wejście do gry w finale Mistrzostw Polski czułyśmy niedosyt. Jest to naturalne odczucie zawodnika. Jednak w chwili kiedy zostały zawieszone na naszych szyjach brązowe medale MP czułyśmy, że zrobiłyśmy kawał dobrej roboty. Na początku sezonu oraz jeszcze w połowie ligowych rozgrywek, gdy spotkało nasz zespół tyle kontuzji nikt nie mówił nawet o zdobyciu medalu, a co dopiero o tym, żeby dojść do półfinału Challenge Cup. Także jak najbardziej uważam ten wynik za sukces.

Półfinałowa rywalizacja z Zagłębiem zakończyła się trzema zwycięstwami lubinianek. Czego wam zabrakło w tych spotkaniach, aby móc myśleć o grze w finale?

- Zagłębie Lubin to mocny, ustabilizowany zespół, grający praktycznie od kilku sezonów w tym samym składzie personalnym. My jesteśmy w trakcie budowania zespołu, zespalania wszystkich ogniw, docierania się. Sądzę, iż zabrakło nam zwyczajnego zgrania oraz spokojnej głowy, do tego dołączyło ogromne zmęczenie. Przypomnę, że praktycznie większość sezonu grałyśmy w 8,9,10 zawodniczek z czego na rozegraniu niestety nie było możliwości zmiany. Sama borykałam się od połowy sezonu z kontuzją kolana, z którą mam nadzieje zdążę uporać się do przyszłego sezonu.

W meczach o brązowy medal Łączpolowi przyszło zmierzyć się z Piotrcovią, rywalem niewygodnym i mającym na was patent. Przed tą konfrontacją piotrkowianki wygrały bowiem z wami pięć kolejnych spotkań, w tym trzy przed rokiem, które pozwoliły im stanąć na najniższym stopniu podium. Łączpolowi z kolei przypadła "zaledwie" czwarta lokata. Tym razem jednak się udało i oba zespoły zamieniły się miejscami.

- Staram się nawet nie wspominać meczów z zeszłego sezonu z Piotrcovią - chyba, że w jednej chwili chcę popsuć sobie nastrój (śmiech). Wtedy jest to jedna z najlepszych metod. Była to dla nas ogromna porażka. Jednak jak widać dobrze odrobiłyśmy prace domową i w tym sezonie nie dałyśmy sobie odebrać upragnionego medalu.

Wróćmy jeszcze na moment do europejskich pucharów. W półfinale tych rozgrywek na waszej drodze stanął niemiecki Frisch Auf Göppingen. Co prawda w pierwszym spotkaniu przegrałyście różnicą pięciu bramek, ale rezultat ten pozwalał realnie myśleć o skutecznym rewanżu. Niestety w drugim pojedynku Niemki również okazały się lepsze i to one ostatecznie zagrały w finale.

- Niestety i w tym temacie muszę powrócić do zmęczenia. Grając z takim zespołem jak Frisch trzeba spełnić parę istotnych wymogów, takich jak np. doskonała dyspozycja meczowa oraz koncentracja. Ten sezon był niezwykle wyczerpujący. Niektóre z nas walczyły nie tylko z przeciwnikiem ale również z własnymi bolączkami. Ja korzystając z okazji chciałabym pochwalić przede wszystkim młode zawodniczki jak Agnieszka Białek czy Aleksandra Jędrzejczyk, które właśnie w tej ostatniej fazie rozgrywek bardzo przyczyniły się swoją grą do zdobycia medalu.

Do Gdyni trafiła pani na początku lutego 2009 roku. Oprócz propozycji z Łączpolu pojawiły się także oferty zagraniczne (Hypo Wiedeń i Buxtehuder - przyp.red). Ostatecznie jednak wybrała pani Gdynię. Czy z perspektywy czasu wybór ten należy uznać za udany?

- Jasne, zawsze można zastanawiać się nad tym, co by było gdyby.., ale staram się myśleć w inny sposób, raczej co by tu zrobić żeby tam gdzie jestem było jeszcze lepiej. Nie żałuję swojego wyboru, uważam że Gdynia jest miastem przyjaznym dla sportu, także w naszych rękach jedynie pozostaje to czy wykorzystamy szanse zrobienia w tym mieście naprawdę dobrego wyniku.

Oprócz treningów i meczów ligowych studiuje pani również na Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku. Czy udaje się godzić edukację, a co za tym idzie zapewne częste nieobecności na zajęciach z grą w klubie?

- Niestety nie udało mi się pogodzić w tym roku tych dwóch spraw. Do gry w klubie dołączyły również zgrupowania kadry. Jednak nie poddaję się i w tym roku chciałabym zacząć nowy kierunek...niezwiązany ze sportem.

Z sezonu na sezon w Gdyni budowana jest coraz mocniejsza drużyna żeńskiej piłki ręcznej. Plany działaczy są bardzo ambitne, dodatkowo klub liczyć może na wsparcie miasta. Wydaje się, że w takich warunkach sukces jest niemal na wyciągnięcie ręki.

- Zgadza się, to jest właśnie to, o czym mówiłam wcześniej. Gdynia jako miasto naprawdę dba o sportowców, a dla nas bardzo miły jest fakt, że głowy miasta, działacze liczą na nasz sukces i wspomagają nas nie tylko finansowo, ale również duchowo, dopingując na meczach. Do nas zawodniczek i trenerów należy stworzenie dobrego zespołu, jeśli chodzi o stronę sportową, natomiast od działaczy naszego klubu czy zostanie nam to umożliwione. Jak od tej pory było dobrze i mam nadzieję, że będzie coraz lepiej.

W trakcie rozgrywek dołączyło do Łączpolu kilka zawodniczek. Jak układała się współpraca z nowymi koleżankami?

- Dziewczynom na początku na pewno nie było łatwo. Nowa koncepcja gry, inne wymagania treningowe, oczywiście nowe otoczenie i koleżanki. My chcąc stworzyć mocny zespół staramy się im pomóc tłumacząc założenia taktyczne, wspierając duchowo. Myślę, że w przyszłym sezonie pokażą już w pełni na co je stać.

Obecna siła drużyny tkwi w mieszance młodości z rutyną. Trenerowi Cieplińskiemu udało się te wszystkie klocki odpowiednio poukładać, a efekty jego pracy widać zresztą gołym okiem.

- Tak, trener Ciepliński słynie z tego, ze potrafi połączyć te dwie cechy. Śmieję się, gdyż od blisko pięciu lat współpracuję już z trenerem Cieplińskim i jego zmaganie się z młodością to również mój udział...jak on to wytrzymał (śmiech). A tak na poważnie, to myślę, że połączenie tych dwóch czynników jest najlepszą drogą do sukcesu. W rutynie potrzebna jest odrobina młodzieńczej odwagi, a w młodości chwila opanowania.

W niedawno opublikowanej na łamach naszego portalu "siódemce sezonu 2009/10" znalazło się miejsce dla aż trzech szczypiornistek Łączpolu. Mowa tu o Patrycji Mikszto, Katarzyny Koniuszaniec, a także Patrycji Kulwińskiej. Dobra postawa zespołu została więc doceniona.

- Dobra postawa zespołu to jedno, a dobra dyspozycja tych zawodniczek to drugie. Dlatego też cieszymy się wszyscy z indywidualnego wyróżnienia dziewczyn i bardzo im gratulujemy, gdyż jest to sukces całego zespołu.

A jaki był ten sezon dla pani?

- Uważam ten sezon za najcięższy jaki do tej pory miałam. Borykałam się przede wszystkim z kontuzją kolana, do tego dochodziły różne mikrourazy, które podcinały czasami skrzydła. Dlatego właśnie ten medal jest dla mnie tak ważny, gdyż dotrwałam do końca. Nie chciałam opuścić dziewczyn i starałam się im pomóc jak tylko potrafiłam najlepiej. Teraz mogę w końcu odpocząć, a przede wszystkim uporać się z kontuzją, żeby już w pełni sprawna pokazać się w przyszłym sezonie.

Jakie cele stawiacie sobie przez nowym sezonem?

- Cele są jasne, przede wszystkim złoty medal Mistrzostw Polski oraz dobry występ w Pucharze.

Do kiedy ma Pani ważny kontrakt w drużynie i czy w razie interesującej oferty byłaby pani skłonna zmienić klub?

- Kontrakt kończy mi się za rok czyli w 2011. Wychodzę z założenia, że w Polsce da się stworzyć dobrą drużynę i wcale nie trzeba wyjeżdżać poza granice naszego kraju. Jednak to nie zależy często tylko i wyłącznie od zawodniczek. Chcę się rozwijać i osiągać coraz więcej, jeśli w Gdyni będzie taka możliwość zostanę, a jeśli dostane propozycję od klubu, w którym widziałabym swoją przyszłość i możliwość rozwoju - nie mówię nie.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
GA

Ładny wywiad Karolino ;)