Zazdrościłem moim kolegom! - rozmowa z Mateuszem Zarembą, rozgrywającym Vive Targów Kielce

autor: Łukasz Luciński | 2010-03-17, 10:42 | źródło: inf. własna

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Mateusz Zaremba po blisko rocznej przerwie spowodowanej urazem kolana wraca do wspólnych treningów z drużyną Vive Targów Kielce. W wywiadzie udzielonym specjalnie dla czytelników serwisu SportoweFakty.pl podopieczny Bogdana Wenty opowiada o swojej kontuzji, zmianach w drużynie Vive i współpracy z trenerem. Dowiemy się także, jak popularny "Zarek" trafił do Kielc. Zapraszamy do lektury!

Łukasz Luciński: Co czuje zawodnik, gdy po tak długiej przerwie może ponownie trenować z zespołem?

Mateusz Zaremba: Jestem z tego bardzo zadowolony, bo czekałem na to prawie cały rok i mam nadzieje, że już nie będzie żadnych problemów zdrowotnych. Cały czas obserwowałem drużynę z boku i zazdrościłem im, że mogą normalnie trenować. Nawet kiedy mówili, że jest ciężko i są zmęczeni po tych wszystkich meczach to mi tego brakowało!

Liczysz na ligowy występ w tym sezonie?

- Na pewno bardzo chciałbym zagrać, ale to zależy od trenera. Powoli muszę się obywać z piłką, bo mam sporo zaległości - w końcu rok nie grałem. Mamy bardzo szeroką ławkę i wszyscy chcą grać jak najwięcej, każdy daje z siebie wszystko na treningach oraz podczas meczów. Ja nie jestem tak ograny w tym sezonie jak inni. Wiadomo, że jest paru nowych zawodników, są jakieś nowe zagrywki i żebym mógł zagrać w tym jeszcze sezonie będę musiał bardzo ciężko pracować. Ale nie ma rzeczy nie możliwych!

Czy feralny mecz z Travelandem nadal siedzi jakoś w twojej głowie?

- Na pewno jakoś siedzi, ale staram się o tym zapomnieć, bo czasu już nie cofnę, a życie biegnie dalej.

Jak radziłeś sobie z ta kontuzją? Nie miałeś czasem momentów zawahania, czy warto dalej kontynuować karierę?

- Na początku jakoś sobie radziłem. Było bardzo ciężko, ale z powodu bólu. Cały czas myślałem pozytywnie, że minie rehabilitacja i będę mógł zacząć normalnie trenować z drużyną i na drugą rundę będę już gotowy do grania. Niestety, okazało się, że pod koniec roku muszę mieć jeszcze jeden zabieg, a to trochę podcięło mi skrzydła i zaczęły mi chodzić po głowie różne myśli. Już mniej pozytywne, ale najłatwiej się poddać i zakończyć karierę. Ja jednak do takich ludzi nie należę i nie mam zamiaru się poddawać.

Nie boisz się, że kontuzja po raz kolejny może się odnowić?

- Staram się o tym nie myśleć. Mam nadzieję, że już więcej takich kontuzji nie będę miał, bo do przyjemnych to nie należy i nikomu tego nie życzę. Wolę myśleć o pozytywach, a nie dołować się tym, co było.

Pamiętasz, w jakich okolicznościach doznałeś tego urazu?

- Pamiętam doskonale, ale jak już mówiłem, wolałbym o tym zapomnieć. To była chyba 40 minuta, chciałem oddać rzut na bramkę i w tym momencie zostałem popchnięty. Leciałem prosto na plecy i odruchowo wystawiłem nogę do tyłu, żeby amortyzować upadek. Pech chciał, że niestety stopa przykleiła się do podłogi i kolano uciekło do środka. Od razu poczułem mocny ból w kolanie. Wiedziałem już, że coś będzie nie tak. Teraz staram się już o tym nie myśleć.

Już niedługo Vive czeka niezwykle trudny pojedynek z HSV Hamburg. Myślisz, że macie jakieś szanse z zespołem braci Lijewskich?

- W niejednym meczu Ligi Mistrzów pokazaliśmy, że wszystko jest możliwe. Wiadomo, że to zespół z górnej półki Bundesligi, ale tu nikt nie myśli o przegranej. Na pewno będziemy walczyć do końca i starać się wypaść jak najlepiej. W Champions League swój plan wykonaliśmy, ale wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i nie mamy zamiaru się łatwo poddać.

Jesteście niepokonani w lidze. Czy sądzisz, że ktoś może przeszkodzić wam w marszu po złoto?

- Teraz zaczynają się play-offy. To tak jakby sezon od nowa się zaczynał i na pewno nie możemy lekceważyć żadnego zespołu, bo byle potknięcie może się źle skończyć. Musimy grać tak, jak graliśmy cały sezon. Na pewno drużyna z Płocka łatwo się nie podda, a dodatkowo powoli wracają zawodnicy, którzy byli wcześniej kontuzjowani. Nikt u nas nie myśli, że już mamy złoty medal. Trzeba jeszcze trochę meczów rozegrać, nie myślimy na razie o finale, tylko o kolejnym meczu który nas czeka w środę z Wisłą.

Przed pucharowym rewanżem w Płocku macie 6-bramkową zaliczkę. Myślisz, że to wystarczy?

- Sześć bramek przewagi to nie jest ani dużo, ani mało. Trzeba jednak wziąć pod uwagę fakt, że Wisła będzie grała u siebie, przy swoich kibicach. Na pewno nie możemy lekceważyć tego meczu i dopuścić do naszej porażki. Mecz zapowiada się bardzo emocjonująco i mam nadzieję, że moja drużyna wygra.

Jak oceniasz zmiany, które zaszły w zespole Vive w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy?

- Chyba nikt nie ma wątpliwości, że zaszły dobre zmiany! Na pewno dużo się zmieniło odkąd ja przyszedłem do drużyny. Jestem zadowolony, że mogę współpracować z takimi ludźmi.

A jak układa się twoja współpraca z Bogdanem Wentą?

- Jako trener jest bardzo wymagający. Zawsze słucham jego rad i wskazówek, może nie zawsze potrafię potem wcielić je w życie, ale staram się jak mogę.

Wcześniej występowałeś na niemieckich parkietach. Czemu zdecydowałeś się na przenosiny do Kielc?

- Grałem wcześniej w HSV Insel Usedom. To była raz trzecia, raz druga liga. Wtedy dostałem propozycję z Kielc. Wiedziałem, że ten zespół zawsze zaliczał się do czołówki naszej Ekstraklasy. Chciałem spróbować swoich sił w naszej lidze i nie żałuję tego wyboru. Cieszę się, że tu jestem.

Jak rozpoczęła się twoja kariera sportowa?

- Moja kariera sportowa rozpoczęła się podobnie, jak u większości zawodników, czyli w szkole podstawowej. Potem grałem w szkole średniej, a stamtąd trafiłem do Niemiec, a następnie do Kielc. Do Niemiec trafiłem dzięki mojemu bratu, który też był piłkarzem ręcznym i grał w Szczecinie. Jego znajomy, który wcześniej z nim grał, był trenerem w HSV Insel Usedom. Tam poszukiwali prawego rozegrania, mój brat powiedział, że brat "jest leworęczny i gra w piłkę ręczną". Później pojechałem na testy i tak to wszystko się zaczęło.

Twój kontrakt z Kielcami obowiązuje do 2012 roku. Masz zamiar wypełnić go w całości?

- Chciałbym grać w Kielcach tak długo, jak tylko będę mógł. Zależy to też od trenera czy będzie mnie widział w zespole. Na pewno będę się starał, żeby jak najlepiej wypaść i być przydatnym ogniwem kieleckiego zespołu.

Powszechnie znane jest powiedzenie "sport to zdrowie". Jak ty, po odniesieniu tak poważnego urazu, odnosisz się do tego zdania?

- Sport to zdrowie, ale na pewno nie zawodowy. Wiedziałem, na co się piszę i nie zamieniłbym tego na nic innego!

Z którym z graczy masz najlepszy kontakt?

- W naszej drużynie panuje świetna atmosfera. Z nikim nie mam żadnych konfliktów i kontakt utrzymuję z każdym z partnerów.

Od jakiegoś czasu w drużynie z Kielc pojawia się coraz więcej reprezentantów Polski. Czy nie sądzisz, że może to negatywnie odbić się na zespole narodowym?

- Nie chcę się na ten temat wypowiadać. Pożyjemy, zobaczymy…

Jak oceniasz poziom polskiej Ekstraklasy?

- Nasza liga jest nieobliczalna! Tu każdy z każdym może wygrać, tak jak i przegrać. Wiadomo w Ekstraklasie nie ma takich pieniędzy jak chociażby w Bundeslidze, a to niestety podstawa, żeby liga była mocna.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.