Banici wybrali kasę i derby ze Stalą
autor: Marcin Ziach | 2010-07-29, 09:00 | źródło: inf. własna
Cięcia w budżecie Górnika za sprawą pozbycia się najlepiej opłacanych, ale mało wnoszących do drużyny zawodników powiodła się tylko połowicznie. Z klubu odeszli co prawda Przemysław Pitry i Robert Szczot, ale na Roosevelta pozostali Paweł Strąk i Damian Gorawski. Wszystko wskazuje na to, że dwaj z czterech zabrzańskich muszkieterów będą prezentować swoje umiejętności na klepiskach B klasy.
Pozbyć się zawodników, którzy z klubowej kasy co miesiąc pobierają majątek, a do gry wnoszą niewiele - z taką myślą cięcia w budżecie przeprowadzili działacze Górnika. Na początku szło im aż miło było patrzeć. Bez żalu pożegnali wypożyczonych do Zabrza z innych klubów Alesa Bestę i Przemysława Kuliga. Z większymi bądź mniejszymi perturbacjami z Roosevelta odeszli także Przemysław Pitry i Robert Szczot. Ku rozpaczy włodarzy beniaminka ekstraklasy na tym prężnie działająca maszyna się zacięła.
Najpierw w trybiki wszedł Paweł Strąk, a dzieła zniszczenia dopełnił Damian Gorawski. Ten pierwszy wykazał się wyjątkowym brakiem ambicji. Mógł bowiem odejść z Górnika za darmo, z trzymiesięczną wypłatą w kieszeni i znaleźć nowy klub, w którym będzie regularnie grał. Kiedy wszystko wskazywało na to, że Strąk na ugodę pójdzie... zawodnikowi się odwidziało i postawił sobie jakże ambitny plan podbicia boisk B klasy. Warto nadmienić, że po klepiskach będzie biegał za niemałą kasę, bo 60 tyś złotych brutto.
W Zabrzu pocieszano się tym, że przynajmniej uda się pozbyć Gorawskiego, który ostatnimi czasy pobił rekord Guinessa w liczbie kontuzji. Pomóc w realizacji celu miał zapis w regulaminie PZPN mówiący o tym, że w przypadku dłuższej niż półroczna absencji zawodnika kontrakt może zostać rozwiązany lub obniżony o połowę. Piłkarska centrala we wtorek jednak znów dała popis swoich możliwości i ominęła regulamin uznając, że Gorawski jest gotowy do gry i nie ma podstaw, by kontrakt miał zostać rozwiązany.
- Jeśli kontrakt Gorawskiego nie zostanie rozwiązany to okaże się, że ten zapis jest zupełnie pusty i tak naprawdę żeby rozwiązać kontrakt to trzeba przywieźć zawodnika na wózku inwalidzkim bez jednej nogi - gorzko żartował jeszcze kilka tygodni temu prezes Łukasz Mazur. Chyba w najczarniejszych snach szef zabrzańskiego klubu nie przewidywał jednak, że ten czarny scenariusz się ziści i PZPN nie rozwiąże umowy Gorawskiego z beniaminkiem ekstraklasy.
W Zabrzu trwa obecnie nerwowe oczekiwanie na argumentację wyroku w sprawie byłego zawodnika Wisły Kraków. Bez względu na to co raport będzie zawierał już teraz wiadomo, że Górnik złoży apelację. - Będziemy się odwoływać do skutku. Jeżeli opinia najlepszego specjalisty ds. medycyny sportowej nie jest wiążąca to co ja mam poradzić? - pyta retorycznie prezes śląskiego klubu. Jedyne co obecnie sternik zabrzan może, a raczej musi to płacić Gorawskiemu kontrakt opiewający na 50 tyś złotych.
Jeśli stan rzeczy się nie zmieni Strąk i Gorawski będą w przyszłym sezonie toczyć zacięte boje o awans do A klasy z takimi piłkarskimi potęgami jak KS Bojków, LKS Zryw Radonia czy Zamkowiec Toszek. Nie zabraknie także derbów, w których rezerwy Górnika zmierzą się ze Stalą Zabrze. - Wielkie Derby Śląska to nie są, ale każdy ma takie derby na jakie zasługuje - ironizują fani Trójkolorowych, którzy już teraz zapowiadają, że zgotują piłkarzom "gorące" powitanie.



Zaloguj się aby dodać komentarz
Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.