Mija 25 lat od tragedii na stadionie Heysel

autor: Polska Agencja Prasowa | 2010-05-27, 11:10 | źródło: PAP

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

25 lat temu, 29 maja 1985 r., na brukselskim stadionie Heysel, przed finałowym meczem Pucharu Europy Juventus Turyn - Liverpool FC doszło do starć między angielskimi i włoskimi kibicami. W wyniku zamieszek śmierć poniosło 39 osób, głównie Włochów.

Mimo to spotkanie rozegrano, a Juventus - z Francuzem Michelem Platinim i Zbigniewem Bońkiem w składzie - wygrał z Liverpoolem 1:0 (bramkę z karnego, w 58. min. zdobył Platini). To wtedy dzisiejszy prezydent Europejskiej Unii Piłkarskiej wypowiedział znamienne słowa: - Puchar odebraliśmy w szatni. To nie była moja wizja futbolu.

Po tej tragedii angielskie kluby zostały wykluczone przez UEFA na 5 lat z rozgrywek o europejskie trofea.

Osiemnaście dni przed Heysel, pożar na stadionie w angielskim Bradford kosztował życie 56 osób, ale tam nie było kamer telewizyjnych. W środę, 29 maja 1985 r. oczy całej piłkarskiej Europy skierowane były na Brukselę, gdzie miał się odbyć końcowy akt rywalizacji o Puchar Europy. Tymczasem ten w założeniu dzień święta futbolu stał się dniem jego hańby.

Stadion Heysel zapełnił się na godzinę przed meczem. Napięcie rosło. Kibice obu drużyn, oddzieleni od siebie 3-metrową siatką ogrodzenia, obrzucali się obraźliwymi epitetami. O godz. 19.30, na 45 minut przed zaplanowanym rozpoczęciem spotkania, rozwydrzeni, często pijani, brytyjscy fani z sektorów X i Y zaczęli rzucać butelkami i kawałkami betonu w grupę kibiców Juventusu, zajmujących pobliski sektor Z. Gdy Włosi wycofywali się, Brytyjczycy zniszczyli ogrodzenie.

- To był widok przypominający atak partyzantów - wspominał wkrótce po wydarzeniach włoski kibic Giampietro Donamigo. - Podeszli ławą do ogrodzenia i zaczęli rzucać butelki. Niektórzy z nas odpowiadali groźbami, ale większość była przerażona. Próbowaliśmy usunąć im się z drogi, wtedy zaczęło się na dobre. Zapanowała panika, tratowano się wzajemnie w ucieczce, gdy chuligani z Wysp zniszczyli ogrodzenie... Pamiętam chłopaka, który klęcząc błagał o litość. Tymczasem jeden z Brytyjczyków zamierzał mnie zaatakować, wywijając stalowym prętem. Wyglądał jak zwierzę, jak bestia. Ślina ciekła mu z ust, jego oczy były dzikie, musiał być pod wpływem narkotyków. Myślałem, że zbliża się mój koniec.

Chociaż fani Liverpoolu byli "uzbrojeni" w ponad metrowe pręty, pozostałości z ogrodzenia, kilku kibiców Juve stawiło im opór. Reszta ratowała się paniczną ucieczką, przeskakując ogrodzenie i murek (ok. 1,2 m) oddzielający trybuny od boiska. Inni wspinali się na 3-metrowy mur, stanowiący krawędź trybun. Jednak setki kibiców znalazło się w pułapce.

Brytyjczycy kontynuowali atak na tylne rzędy trybun. Nacisk napierającego tłumu spowodował zawalenie się części betonowej ściany sektora trybuny. Runęło też metalowe ogrodzenie. Fragmenty muru przygniotły niektórych włoskich kibiców. Inni, uciekający w panice tratowali się.

- Widziałem ludzi stratowanych na śmierć przez opanowany paniką tłum - wspominał inny z włoskich kibiców.

Prawie dwie godziny później, policja zdołała zaprowadzić porządek, częściowo za sprawą "wyczerpania" brytyjskich pseudokibiców. Bilans strat był przerażający - 39 zabitych (w tym 10-letni chłopiec z Włoch), ponad 425 rannych, w tym tuzin ciężko.

- Widziałem za dużo. Widziałem śmierć na stadionie - powiedział pewien Włoch, naoczny świadek tragedii. - To nie jest sport. To jest wojna - mówił po meczu jeden z belgijskich ratowników Czerwonego Krzyża.

W Europie, choć już przyzwyczajonej do wybryków angielskich hooligans, odezwały się głosy potępienia tego, co wydarzyło się w "czarnym dniu" futbolu. Po tragedii na Heysel londyński "The Times" napisał: "Trudno oprzeć się konkluzji, że gra w piłkę to gra ze śmiercią". "Futbol przeżył najczarniejszą godzinę swych dziejów" - stwierdził boński "General Anzeiger".

We Włoszech zapanowała żałoba i oburzenie. Gazety nie szczędziły ostrych słów potępienia. "Masakra na stadionie" - rzymska "La Repubblica". "Barbarzyńcy są wśród nas..." - mediolański "Il Giornale". Papież Jan Paweł II wysłał telegram do arcybiskupa Turynu, w którym znalazły się takie słowa jak "barbarzyńska przemoc". We włoskim Senacie zastanawiano się nad wytoczeniem procesu brytyjskim fanom.

Piłkarz Guenter Netzer, a w 1985 r. już trener powiedział: "Nie można ich (Brytyjczyków) nazywać kibicami futbolu. To kryminaliści. Przychodzą na mecze, by sprawiać kłopoty".

- To był wieczór hańby i tragedii - ocenił ówczesny minister sportu Wielkiej Brytanii, Neil Macfarlane po tragedii w Brukseli. Rząd pani Margaret Thatcher ogłosił, że przeznaczy 317 500 dolarów na specjalny fundusz pomocy rodzinom ofiar i rannych.

25 lat po tragedii z 29 maja 1985 r., obok przebudowanego od fundamentów (w 1995 r.) stadionu w Brukseli noszącego obecnie imię Króla Baudouina, stanął pomnik pamięci 39 ofiar. Zastąpił skromną tablicę, upamiętniającą tamtą tragedię. Projektantem monumentu z nierdzewnej stali był Francuz Patrick Rimoux. Na pomniku wyryto słowa poematu brytyjskiego twórcy Wystana Hugh Audena "Funeral Blues", wyrażające smutek trzech narodów - włoskiego, francuskiego i belgijskiego.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
marq_s3lby

szkoda że nikt nie pamięta o tragedii IL Grande Torino. A potem jak Juvetus bezczelnie to wykorzystał kradąc stadion i herb.
AC Torino zawsze il grande!

Aj

z Polakami tak łatwo by im nie było ; )

Lingnau

niestety Anglicy są niewyżyci