Artur Wiśniewski: Nowi cudzoziemcy obalą mit taniego, szajskiego importu?
autor: Artur Wiśniewski | 2010-03-02, 08:10 | źródło: inf. własna
Najwięcej zainteresowania w Polsce budzą Wisła, Lech i Legia. Krakowianie wypróbowali w potyczce z GKS-em Bełchatów Issę Ba i Georgi Christowa, Lech wypuścił na światło dzienne Sergieja Kriwca, z kolei Chińczyk Dong najpewniej w drugiej kolejce będzie mógł pokazać się fanom z Warszawy. Oprócz wspomnianych, zapach murawy zdążył już powąchać m. in. Maycon z Jagiellonii Białystok. Większość tych graczy pokazała się z pozytywnej strony. Wręcz z zaskakująco pozytywnej.
Psioczyliśmy nieraz na graczy sprowadzanych zza granicy przez polskie kluby. Odzywały się różnorakie manifesty, począwszy od tych podkreślających wyższość rasy polskiej nad wszelkimi innymi, a skończywszy na obelgach kierowanych w stronę zawodników-anonimów. Ich nazwiska nawet w najpopularniejszej grze piłkarskiej pt. "Football Manager" w szerokiej bazie danych jak dotąd się nie znajdowały. Kelner, hydraulik, muzyk, piekarz i tak dalej, i tak dalej - grajkom z różnych zakątków świata przypisywaliśmy całą paletę rażąco z futbolem niezwiązanych zawodów, szczególnie wtedy, gdy po paru meczach przekonali nas na dobre, że z piłką nożną nie mają za wiele wspólnego.
Ale pierwsza kolejka, choć tradycyjnie niczym szczególnym nie zachwyciła, dała pewien promyk nadziei, że w gruncie rzeczy nie jest aż tak źle. Właśnie ci gracze o różnych narodowościach pokazali pewien sportowy potencjał, choć oczywiście na podstawie jednego meczu zbyt wiele obiektywnych wniosków wyciągnąć się nie da.
Senegalczyk Issa Ba był jednym z kluczowych graczy Wisły, choć przed startem rozgrywek wytykano mu, że więcej w przeszłości siedział na ławie niż rzeczywiście grywał. Bułgar Georgi Christow wprawdzie nie zabłysnął, ale trudno się dziwić, skoro dopiero parę dni temu dołączył do wiślackiej paczki. W Lechu bardzo dobre zawody rozegrał Białorusin Siergiej Kriwiec. On i Semir Stilić mogą stworzyć najlepszy duet środkowych pomocników w lidze. Obaj zostali zakupieni za znośne kwoty, a jeśli podtrzymają formę, ich wartość wzrośnie wielokrotnie. Przyzwoicie zaprezentował się także Brazylijczyk Maycon z Jagiellonii, który - nie licząc paru żenujących prób symulowania faulu na nim, za które nawet od swojego trenera powinien dostać pasem - w pojedynku z kielecką Koroną imponował efektownymi zagraniami i dobrym startem do piłki.
Trochę gorzej wyglądała sprawa w warszawskiej Polonii. Tam zbyt pozytywnego wrażenia nie pozostawili po sobie ani Hiszpan Guerao Mayoral, ani też Chilijczyk Cortés Pinto, ale trudno się temu dziwić, bo Lech rozegrał jeden z lepszych meczów za kadencji trenera Jacka Zielińskiego. W piłce nożnej rzadko kiedy miewamy status quo.
Wielką niewiadomą wciąż pozostaje Chińczyk Dong Fangzhuo. Z Legią trenował od stycznia. Prezes Leszek Miklas widział go w drużynie, trener Jan Urban niekoniecznie, ale ostatecznie zdecydowano się podpisać z nim kontrakt. Skoro kiedyś sprowadził go do siebie Manchester United, najwidoczniej nie jest to gracz, dla którego warszawska Legia byłaby zbyt wysokimi progami.



Zaloguj się aby dodać komentarz
Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.