Łukasz Ostruszka: Świat się zmienia

autor: Łukasz Ostruszka | 2008-12-14, 08:42 | źródło: inf. własna

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Działacze czasami potrafią myśleć racjonalnie. Nie chodzi niestety o "leśnych dziadków" z firmy zwanej PZPN, ale o działaczy Światowej Federacji Samochodowej. Po wielu miesiącach słownych potyczek doszło wreszcie do porozumienia i to porozumienia na wielu polach.

Sytuacja w rajdach i F1, czyli dwóch koronnych dyscyplinach FIA, była ostatnio na tyle trudna, że możni i ważni w świecie motoryzacyjnym mogli albo skazać wszystko na zagładę, albo poczynić dramatyczne kroki w celu ratowania całego okrętu.

I wreszcie się udało, w F1 postanowiono wprowadzić drastyczne ograniczenia. W obliczu oczywistego kryzysu gospodarczego, zmniejszeniu uległy środki przeznaczane na reklamę. Formuła z reklam żyje, zdecydowano się więc na standaryzację wielu podzespołów i obniżanie różnymi sposobami kosztów. Bo jak kasy z reklam mniej, to i kasy na nowinki techniczne mniej.

W najbliższym roku testować bolidy będzie można tylko podczas sesji piątkowych przed wyścigami, silniki będą musiały wytrzymać trzy, a nie dwa weekendy emocji na wysokich obrotach, a eksperci od "gumek" i paliwa wszystkimi tajemnicami będą musieli dzielić się z konkurencją - dzięki temu poleci wiele wielkich głów, a w skarbonce pozostanie wiele euro z ich dotychczasowych pensji.

Silniki będą takie same, jak w roku 2008. Dla przeciętnego kibica to raczej bez znaczenia. Od 2010 roku wszystkie ekipy będą korzystały z takiej samej skrzyni biegów i nie będą mogły tankować bolidów podczas wyścigu. O ile pomysły o ujednolicaniu podzespołów i obniżaniu kosztów (tylko co z gigantycznymi pensjami kierowców?) mogą się kibicom podobać, o tyle brak tankowania wydaje się być aktem zwyczajnie samobójczym. Często, by nie powiedzieć zawsze, emocje podczas wyścigów ograniczają się bowiem do wizyt w boksach bądź obserwowania "bycia kogoś znanego" w parkingu.

Rajdy są w znacznie gorszej formie niż F1, tym bardziej potrzebowały więc działania i jakichkolwiek decyzji dotyczących przyszłości. Brak światowego promotora cyklu i ogólny brak chęci ze strony władz, aby takiego promotora powołać, mogły w krótkim czasie doprowadzić do wycofania się czołowych zespołów z WRC. Biorąc pod uwagę fakt, że dziś w mistrzostwach świata ścigają się praktycznie tylko dwie marki, rajdy samochodowe szybko stałyby się cyklem tak popularnym, jak rajdy motocyklów enduro.

O nowym promotorze na razie nie słychać, ale coś się w rajdach dziać zaczęło. Od 2010 roku w mistrzostwach świata będą startować nowe auta WRC, bazujące na tzw. kategorii S2000+. Niby tylko jeden plus został dodany do nazwy, ale zmiany będą potężne. Nowe samochody będą, oczywiście z powodu kryzysu gospodarczego, znacznie tańsze od dzisiejszych "wurców". Maszyny budować się będzie na bazie S2000 (taka trochę lepsza grupa N), a następnie we wszystko jakimiś sposobami wmontowany zostanie pakiet specjalny, czyli "kit" z turbosprężarką, szybszą skrzynią biegów i kilkoma innymi gadżetami. Efekt? 50 koni więcej pod maską, lepsze przełożenia biegów, stabilniejsze zawieszenie, a wszystko za około 30 tys. euro.

Dla rajdów ważniejsze od specyfiki zmian jest to, że o zmianach w ogóle zadecydowano. Obniżenie kosztów ma skłonić większą ilość producentów aut do zaangażowania się w całą zabawę, a tych którzy już się bawią, skłonić do dalszej zabawy. Trochę z przekonaniem – popatrzcie, określiliśmy warunki zabawy na jakiś dłuższy czas, promotora (czyli wodzireja) szybko znajdziemy, więc trzeba się po prostu bawić.

Nowe WRC mogą dawać naprawdę niezłą frajdę z jazdy kierowcom, sponsorom zostawić trochę pieniędzy w portfelach, a kibicom zapewnić fajne przeżycia. Samochody świetnie i bojowo wyglądają, mają dawać niezły głos dzięki nowym głośnym układom wydechowym, więc wszystko zmierza w dobrym kierunku.

Niestety także rajdy mają swoje "tankowanie". Pomysłem równie idiotycznym jest wprowadzony już wcześniej system ruchomego kalendarza rajdów. Żeby było miejsce dla nowych imprez, kierowcy WRC będą ścigać się w takim na przykład kultowym rajdzie Monte Carlo, dopiero za rok. Po tym roku znowu dany rajd "wyleci" z harmonogramu i zrobi miejsce dla innego. I tak w kółko, raz na dwa lata.

Kultowych imprez i kultowych tankowań ruszać nie należy drodzy panowie z FIA. Z resztą spraw możecie (powinniście?) robić, na co macie tylko ochotę.

Koniec kropka.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.