Nie jesteśmy żadnymi szmatami ani śmieciarzami - rozmowa z Pawłem Storożyńskim, byłym koszykarzem Sportino Inowrocław

autor: Mateusz Stępień | 2010-06-07, 08:00 | źródło: inf. własna

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

- We Francji w 4. lidze jest lepsza organizacja, niż w Sportino - mówi Paweł Storożyński, były skrzydłowy tego klubu, który bardzo się na nim zawiódł, pod wieloma względami. - Po roku spędzonym w Sportino, przyjemność do koszykówki ma się mniejszą - dodaje. Sam też otwarcie przyznaje, że ekipa z Kujaw zalega mu z pieniędzmi od stycznia.

Mateusz Stępień: Rozpocznę naszą rozmowę dość nietypowo. Ireneusz Jeleń odchodzi z AJ Auxerre. Taka informacja dla pana, jako kibica tego klubu, nie jest dobra.

- No tak, to wielka strata dla Auxerre. Jeleń to bardzo dobry snajper, jest niezwykle skuteczny. Mało brakowało, a z nim i drugim Polakiem w drużynie, Darkiem Dudką, spotkałbym się po ich ostatnim ligowym meczu. Zaraz po nim, obaj szybko jednak opuścili Francję. Zapewne będzie jeszcze do tego okazja. A już wiadomo, gdzie Irek zagra?

Kontraktu co prawda jeszcze nie podpisał, ale prawdopodobnie będzie to ekipa mistrza Francji, Olympique Marsylia.

- Bo słyszałem też, że ma oferty z ligi niemieckiej. Dla jego kariery, to na pewno dobry krok. Jeśli tam przejdzie, zagra w Lidze Mistrzów. Chociaż, jak ja sobie myślałem, lepiej dla niego by było, gdyby jeszcze na następny sezon został w Auxerre. W tym klubie gra oparta jest na nim, a w Marsylii jest już więcej tak dobrych piłkarzy, jak on.

Przechodząc już do koszykówki. Mimo tego, że ma pan obecnie 31 lat, dopiero w zeszłym sezonie zadebiutował w polskiej lidze. Jak oceniłby pan poziom sportowy ekstraklasy?

- Jest wysoki, podobny do tego we Francji. Wiadomo, między tymi ligami są różnice, każda ma swój styl. Tam, koszykówka jest bardziej atletyczna, występuje dużo walki pod koszem. W Polsce gra bardziej opiera się na technice, dużej liczbie rzutów z dystansu. Czołowe polskie ekipy - Prokom, Turów, czy Anwil, spokojnie poradziłyby sobie w Pro A (francuska ekstraklasa - przyp.red). Śmiało mogłyby włączyć się do gry o mistrzostwo, a już na pewno Asseco Prokom, który na pewno by wygrał ligę.

Przygodę z polskimi rozgrywkami rozpoczął pan od pobytu w drugiej drużynie z Gdyni. Później, za namową Andrzeja Kowalczyka, przeniósł się do Sportino.

- W Trójmieście czułem się bardzo dobrze. Podjąłem jednak decyzję o grze w ekstraklasie i zdecydowałem się na klub z Inowrocławia. Na pracę, która przyniosłaby dobre skutki, szkoleniowcy Sportino mieli jednak zbyt mało czasu. Tak było z trenerami Kowalczykiem i Krutikowem. Gdy zespół był pod opieką tego ostatniego i zaczęło się coś dobrze "kręcić", sezon się skończył. Nie chcę nikogo bronić ani porównywać, czy lepszy był ten, czy tamten. Komuś z nich trzeba było zagwarantować bardziej komfortowe warunki. Zbyt często jednak wprowadzano roszady na tym stanowisku. Był to błąd i wina działaczy klubu. Później wszyscy mieliśmy ciężko, także my - zawodnicy. Gdy ja przyjechałem do Inowrocławia, atmosfera już nie była fajna, ale jakoś musieliśmy sobie z tym poradzić.

Pan grał w Sportino u trenerów Kowalczyka i Krutikowa, a jeszcze przed nimi zespół prowadził Mariusz Karol.

- No tak…Ja czegoś takiego wcześniej nie widziałem, żeby tak zmieniać trenerów. Może miało to wpłynąć na graczy, ale jak się okazało, nic to nie dało. Nie można tak robić. A nie wspomnę już o zawodnikach, których też, zanim ja przeniosłem się do Sportino, było bardzo dużo. To było jakieś nieporozumienie. Nie można w trakcie sezonu zmienić całej kadry, a potem myśleć, czy wygramy jakiś mecz. Ile przecież było tych zmian?!

W wywiadzie, jakiego kilka dni temu udzielił naszemu portalowi Przemysław Łuszczewski, powiedział, że wraz z testowanymi zawodnikami, wszystkich naliczył ponad 25.

- Nie znam drużyny, która dobrze by się prezentowała, a przeprowadziła tak dużo roszad. To jest niemożliwe. Sam nie wiem, dlaczego niektóre kluby tak robią. Nie można wymieniać zawodników w tak dużej ilości. A tu było też aż trzech trenerów! To nawet jak nie idzie Realowi Madryt, to tak się tam nie dzieje (śmiech). Może jednak trzeba było się przemęczyć się takim składem, co był na początku. Trudno to teraz powiedzieć. Chociaż trener Karol, gdy odszedł z Inowrocławia, osiągnął z innym zespołem bardzo dobre wyniki.

Z AZS-em Koszalin po bardzo dobrym sezonie wygrał Puchar Polski, a z rozgrywek odpadł w ćwierćfinale z późniejszym brązowym medalistą TBL, Polpharmą.

- Udowodnił tym, że potrafi "zrobić" dobry wynik! Dla niego to był wielki sukces. Ale czasami tak właśnie się układa, wiele zależy od sytuacji. W jednym klubie się zawodzi, a po przejściu do innego, prezentuje już bardzo dobrze.

Klub z Inowrocławia zakończył ligę na ostatnim miejscu. A tymczasem teraz, na jaw wychodzą długi wobec koszykarzy. Te zobowiązania finansowe dotyczą też pana?

- No oczywiście. Klub Sportino jest mi winny pieniądze od stycznia. I teraz proszę postawić się w naszej sytuacji. Jak można dobrze grać, skupiać się na treningach, meczach i nie myśleć o innych sprawach, skoro w tym roku ja nie otrzymałem ani jednej pensji! Rozumie pan to? Przez cztery miesiące graliśmy za darmo. A przy tym też non stop w stresie. Zadawaliśmy sobie pytania: z czego będziemy żyć? Każdy z nas był wkurzony. To zrozumiałe. My przecież też musieliśmy jakoś żyć, mieć za co utrzymać rodziny. Zarząd klubu chciał wymagać od nas zawodowstwa, a sam postępował wręcz odwrotnie. To ja się pytam, po co podpisywano z nami te kontrakty, jak nie były one egzekwowane. Ludzie wzajemnie powinni się szanować. Akurat ja warunki do mieszkania miałem niezłe, nie mogłem narzekać, ale słyszałem, że u innych tak nie było. Jeden nie miał w mieszkaniu pralki, a inny łóżka!

I w tym miejscu ponownie powołam się na rozmowę z Przemysławem Łuszczewskim. Powiedział on, że z klubu zadzwonili do niego tylko po to, by zapytać, czy oddał kołdrę, poduszkę i czajnik. Pan tymczasem mówi o przypadkach, kiedy w niektórych mieszkaniach brakowało pralki czy łóżka. To tylko pokazuje kuriozum tej sytuacji.

- To jest kompromitacja. We francuskiej czwartej lidze jest lepsza organizacja. Tam, o sytuacji, że nie ma wypłaty, nie ma w ogóle mowy. Prawo jest prawem. Nie można okłamywać zawodników. Tymczasem w takich klubach, jak Sportino, nie warto występować. Ciągle jesteś w stresie, z gry nie masz żadnej przyjemności, czujesz się wykorzystany, a na dodatek ze strony działaczy nie ma wobec ciebie szacunku. I jak tu mówić o dobrej grze. My się staraliśmy, chcieliśmy osiągać dobre wyniki. Nikt przecież nie chce i nie lubi przegrywać. Ale jeśli wymaga się od kogoś, to trzeba też od siebie.

Pan nie dokończył sezonu w Inowrocławiu. Kontrakt został rozwiązany dwie kolejki przed końcem rundy zasadniczej. Była to decyzja klubu.

- Zgadza się. Dostałem pismo od prezesa, że mam zgłosić się do klubu. Zrobiłem to w poniedziałek wieczorem, zaraz po weekendzie, który mieliśmy wolny. Wtedy dowiedziałem się, że mój kontrakt jest już nieważny. Zadzwoniłem zaraz do trenera Krutikowa, ale on o niczym nie wiedział! Zapytał, dlaczego nie było mnie treningu! Potem też kontaktowali się ze mną koledzy z zespołu. Myśleli, że coś mi się stało, dopytywali, czy nie miałem jakiegoś wypadku. Jestem potwornie zawiedziony tą sytuacją. Jak tak można traktować ludzi?! Nie jesteśmy żadnymi szmatami ani śmieciarzami! Nikogo nie można tak traktować. Nam także należy się szacunek. Ja mam tylko nadzieję, że każdy z zawodników dostanie swoje pieniądze. My nie wymagamy przecież więcej, a tylko to, co nam się należy. To, co mieliśmy zapisane w naszych umowach. I niech to będzie nauczką dla klubu na przyszłość, że tak z ludźmi się nie postępuje.

Jaki był oficjalny powód, przez który klub przedwcześnie rozwiązał kontrakt z panem?

- Słabe wyniki sportowe drużyny i brak zaangażowania na treningach. I to w tym wszystkim jest najdziwniejsze…Bo jak to było, że ja nie przykładałem się na zajęciach, skoro trener nic nie wiedział o moim zwolnieniu! Jak w ogóle prezes mógł tak napisać. Jak już wspomniałem, gdy zaraz po tym zadzwoniłem do trenera, to pierwsze jego słowa brzmiały: dlaczego nie było cię na treningu? Odpowiedziałem tylko, że zostałem zwolniony. On był w totalnym szoku.

Kończąc już wątek Sportino, jakie są pana najbliższe sportowe plany?

- Powiem tak, po roku spędzonym w takim klubie jak Sportino, przyjemność do koszykówki ma się mniejszą. Chciałbym jednak grać w polskim zespole, ale już takim normalnym. Liga jest tu fajna, podoba mi się. Czekam za konkretnymi ofertami. Wraz z agentem rozglądamy się też za zespołami z Francji. Jakieś zapytania już są.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
inobasket

witam. Jestem fanem koszykówki z inowrocławia, chciałbym przeprosić wszystkich "poszkodowanych" za ten klub. Jest mi wstyd, że jest z mojego miasta.

Ins.CSW

W Sportino problemy, a my też mamy problemy. Wasz dyrektor sportowy jest jednocześnie prezesem naszego KK Świecie i też obawiamy się przyszłości, bo trzeba skupiać się na jednej pracy, a nie ciągnąć dwa wózki.

kibic z lublina

polskie ligi (w tym koszykarska) są przepłacone, lekarstwem na tę sytuację byłoby wypłacanie zawodnikom honorariów za grę bezpośrednio po meczu z pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży biletów, przy czym byłaby to jednocześnie wypłata za dwa mecze, rozegrany u siebie i najbliższy wyjazdowy

kibic

Ale to prawda , że mamy jednego rozgrywającego Polaka w PLK , proszę o nazwiska , może się mylę. Napisałem , że mamy po 1 - 2 dobrych Polaków na każdej z pozycji przy 14 drużynach.
To jasne , że klub zatrudnia zawodników , ale biorąc pod uwagę powyższe , PLK zmusza kluby do zatrudniania bardzo przeciętnych Polaków do ekstraklasy i to jeszcze za duże pieniądze.
Ja jestem z klubem na dobre i na złe , ale chyba lepiej ogląda się fajne granie niż miernotę.
Powtarzam , sport to biznes , a kibic jest często ważnym sponsorem.

kibic

Jeszcze raz zaznacze -zawodników ściąga klub !!! I bez przesady ze mamy 2 dobrych Polaków a reszta ma chodzic na kolanach do Częstochowy aby dziękować że ich zakontraktowano ! A jak nie chce chodzić na mecze to nikt nie zmusza ! Prawdziwy kibic jest z każdym składem na dobre i na złe !!!

kibic

do Stalowiec - ja się absolutnie zgadzam z tym , że z kontraktów trzeba się wywiązywać - zresztą to w ostatnim zdaniu napisałem. Ja chce zwrócić tylko uwagę na to , że w związku z obowiązującymi przepisami dochodzi do checy. I nie chcę tu oceniać Storożyńskiego - niech sobie gwiazdor kontynłuje udanie karierę w II lidze , albo w IV francuskiej ( parkiet pokazał , że naprawdę nie stać go na wywiady ) , ale proponuje przeanalizować np. pozycje rozgrywającego.
Z Polaków mamy Szubargę i ... ( nie mówmy o naturalizowanym Loganie lub Berishy )i co dalej.
Może ktoś jeszcze podrzuci z dwa nazwiska ( Koszarek we Włoszech ) , ale nie wydaje mi się. A drużyn mamy 14. Proszę napisać gdzie podstawowym rozgrywającym był Polak.
To samo można zrobić z każdą inną pozycją. Mi chodzi tylko o hipokryzję. Taki francuski IV ligowiec powinien być wdzięczny , że może posmakować ekstraligowy parkiet w Polsce , ale jest zupełnie inaczej - przeciętniacy żądają większej kasy niż wielokrotnie lepszy Amerykanin , gdyż wiedzą , że muszą być na parkiecie.
A co najważniejsze , prowadzenie klubu to przede wszystkim biznes. A nikt nie chce sponsorować miernoty. Najlepszym barometrem jest kibic. Nie pójdę oglądać mizernych Polaków bo muszą grać - dla nich powinny być dotowane przez PLK ligi juniorskie w każdej kategorii wiekowej i pierwsza liga. A ekstraklasa to powinno być coś do czego się dąży a nie gra z musu. Sport zawodowy to biznes - proszę o tym cały czas pamiętać. W Polsce mamy tylko jedną dyscyplinę , która się tym kieruje - żużel. I liga żużla w Polsce jest najsilniejsza na świecie , bo kluby w niej są zarządzane jak firmy , a nie jak w komunie zawodnicy z rozdzielnika. Proszę to wszystko przemyśleć.

Stalowiec

kibic --> już myślałem że nie przeczytam nawet jednej rozsądnej wypowiedzi a tu takie miłe zaskoczenie.Przecież to zarząd Sportino zawierał i podpisywał umowy z zawodnikami.Jeżeli zawodnik nie spełniał oczekiwań klubu wzywa się go na "dywan" i rozwiązuje kontrakt.Tak rozwiązuje się tego typu problemy w cywilizowanym świecie.Sportino tak jak inne kluby ekstraklasy powinno także przedstawić pełne rozliczenie finansowe i dodatkowo ponieść konsekwencje finansowe na rzecz PLK. Dopiero po załatwieniu tych formalności władze Sportino mogłyby myśleć o wykupieniu "dzikiej karty" w jakimś dzikim kraju.

kibic

Nie wiem jak można w takiej sytuacji winić zawodników !!! A jak mieli grać bez pensji??? Ciekawa jestem jak wy z przyjemnościa chodzilibyście do swojej prazy wiedząc że od 4 miesięcy nie płacą nic a na utrzymaniu jest rodzina !
I nie ma się co rozwodzić na temat płac i umiejętności ...bo to chyba klub ściąga graczy a nie odwrotnie!!!
Ja osobiście uważam ze to skrajny nieprofesjonalizm ! Uważam że takie kluby nie powinny isnieć !

TommasGniewkowo

Życzę Sportino, aby się pozbierało, i szybko stanęło na nogi.

InoFan

Czarek R. już miał swoje szanse, z notecia wiadomo co sie stało, ze sportino wyleciał w trakcie sezonu. A taki skład miał być super.

kibic

Mamy w lidze przepis o określonej liczbie 2 Polaków na parkiecie. Ze szkoleniowego punktu widzenia to bardzo dobrze , ale w związku z małą ilością zawodników PLK musi posiłkować się zawodnikami z czwartej ligi francuskiej , po czym taki "zawodnik" wypowiada się o zarządzie klubu.
Niestety polscy koszykarze znając przepisy mimo , że reprezentują poziom czwartoligowy są drożsi a co gorsza prezentują się wielokrotnie gorzej od jakiegokolwiek gracza czarnoskórego.
Jestem kibicem i zależy mi na wychowywaniu reprezentantów Polski , ale nie kosztem poziomu ligi i widowiska.
Może jeszcze wywiad z Arabasem - totalna klapa w Inowrocławiu a i w Koszalinie gdzie poszedł za trenerem Karolem dno. Może jeszcze Raczyński , który w trakcie sezonu znalazł zatrudnienie w I lidze - tam było jego miejsce. Storożyński grał w Prokomie , ale w II drużynie w II lidze. Jakich polskich graczy miał zarząd zatrudnić ?
O co tu chodzi , może w ekstralidze zagrają chłopcy z III ligi z wymaganiami finansowymi Logana i jeszcze będą oceniali działaczy ?
Panie redaktorze , proszę o sprawiedliwość.
Oczywiście , jeżeli zarząd zwarł kontrakt to powinien zapłacić - to inna sprawa.

kibic sportino 0 koszykowki

panie Strużyński widziałem mecze pana owszem grał pan w Francji ale umiejętności to faktycznie na czwarta ligę francuska a druga polską. A co do wypowiedzi to ciekawe czy to prawda ciekawe co na to zarząd . Łuszczewskiego też by można nazwać amator jak i pan Strużyński .jakie wasze zaangażowanie było większość kibiców widziała ,forma drugoligowa .ale klub powinien się wywiązać i przeprosić. A wy panowie podwinąć rękawy i pracować nad swoimi umiejętnościami bo w ekstraklasie długo nie zagracie. A władze spor tino załatwić to najszybciej i zdecydować gdzie gramy dalej

SportinoFan

A ja wam mówie, że i tak zagrają w ekstraklasie, i tak! Nie z takich opresji juz w Inowroclawiu wychodzi. Za noteci np., a przypomne tylko sezon 2005/2006, a raczej przed tymi rozgrywkami.

hola

Poczekajmy za wypowiedzia drugiej strony bo to narazie jest wrzucanie do jednego worka. Zawodnicy oceniaja klub o swojej postawie nic nie pisza a wystarczy zobaczyc na osiagane przez nich wyniki i statystyki. Moze wypadałoby zerknąć w lustro? Nie mi oceniać ich jednak zobaczymy jak zarząd się ustosunkuje do tych zarzutów. Ponieważ podpisując umowe z klubem zawodnik powinien reprezentować poziom przynajmniej taki jakim się promował i negocjował swój kontrakt. W Inowrocławiu nie było gracza takiego. Chociaż kasa powinna jednak być

Hubertus123

Już chyba sam tytuł tego wywiadu mówi sam za siebie, tzn, to, jak w Sportino traktuje się zawodników: kasy brak od stycznia, a tak jest u Storożyńskiego, u innych może zadłużenia są większe, w mieszkaniach brak wydawałoby się śmiesznych rzeczy: pralki, łóżka. To, co jest nie do pomyślenia, żeby nie było w mieszkaniu. I samo zrezygnowanie z zawodnika, poprzez ocenia tylko prezesa i nie konsultowanie się w tej sprawie z trenerem! To wszystko to jest jakaś farsa.

Mateusz Stępień

Witam! W najbliższych planach mam rozmowę z prezesem Sportino. Pozdrawiam :)

Tommato

Szkoda, że nie ma wywiadu z prezesem Sportino. Mógłby się do tego wszystkiego ustosunkować. A, swoją drogą to ciekawe na czym polegały zmiany w zarządzie klubu po sezonie 2008/2009, a przed sezonem 2009/2010...

kokos

To ja napisze to samo, co w przypadku wywiadu z Łuszczewskim, co na tym portalu niedawno się ukazał. Zaraząd do dymisji! Nic z tego dobrego nie będzie. Pewnie nawet pierwszej ligi, jak tak będą postępować.

Stalowiec

Oto cała prawda o Sportino. Wystarczyło tylko w sposób odpowiedzialny zarządzać klubem a wyniki byłyby na pewno.Nawet klub amatorski zarządzany jest lepiej.

piter

Inowrocław już tęskni za Czarkiem Rydlichowskim!!!