Tomas Pacesas: Gra się nam bardzo ciężko

autor: Michał Fałkowski | 2010-05-28, 23:59 | źródło: inf. własna

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Anwil Włocławek przegrał z Asseco Prokomem Gdynia trzeci mecz finałowy i podopieczni Tomasa Pacesasa są już tylko o krok do uniesienia w górę pucharu za mistrzostwo Polski. Litewski szkoleniowiec docenia jednak charakter, wolę walki i klasę rywala, który mimo kontuzji stara się rywalizować z faworytem jak równy z równym i zmusza jego zespół do wielkiego wysiłku.

Do 37. minuty Anwil Włocławek toczył wyrównaną walkę z Asseco Prokomem Gdynia, a gdy na pięć minut przed końcową syreną wygrywał 69:62, wydawało się, że jest na najlepszej drodze do wygrania pierwszego meczu z serii finałowej. Seria trafień przyjezdnych nie podcięła jednak skrzydeł włocławianom, którzy starali się rozstrzygnąć losy meczu na swoją korzyść, nawet gdy w niewiarygodnej akcji dwa punkty z faulem zaliczył Daniel Ewing i Asseco wyszło na prowadzenie 76:73. Ostatecznie przegrali różnicę właśnie trzech oczek.

- Chciałbym pogratulować Anwilowi niesamowitej walki. Rywale w każdym meczu finału grają mega-ambitnie, mega-energetycznie, a trener gospodarzy wykonuje bardzo dobrą robotę i sądzę, że wycisnął z tego zespołu wszystko, co tylko się dało - tymi słowami trener Asseco Prokomu, Tomas Pacesas, charakteryzuje swojego finałowego przeciwnika, a także szkoleniowca włocławskiego zespołu, Igora Griszczuka. Obaj panowie są bardzo podobni charakterologicznie - szalenie wymagający, nie znoszący głosu sprzeciwu, biorący odpowiedzialność za wynik na swoje barki i żądający od koszykarzy stu procent zaangażowania oraz żądni zwycięstw.

To dlatego tegoroczny finał TBL jest tak bardzo emocjonujący, choć faworyt prowadzi po trzech meczach 3-0. Żadne z tych spotkań nie było jednak dla Asseco Prokomu łatwą potyczką. Nawet w pierwszym meczu, gdy gdynianie wygrywali już różnicą 28 punktów, Anwil był w stanie zmniejszyć w pewnym momencie straty do tylko pięciu oczek. - Bardzo ciężko nam się gra w każdym meczu, niezależnie od tego czy rywalizujemy u siebie, czy też na wyjeździe. Tak jak już powiedziałem, przeciwnik ma wyjątkową wolę walki - tłumaczy Pacesas.

- Cieszę się, bo odnieśliśmy bardzo ważne dla nas zwycięstwo. W tym spotkaniu decydowały szczegóły, jeden rzut, jedna obroniona piłka, jeden atak i to zaważyło o końcowym wyniku - wyjaśnia Litwin i trudno się z nim nie zgodzić. Gdy decydowały się losy spotkania, ważną zbiórkę zanotował Jan Hendrik Jagla a w kolejnej akcji przechwycił piłkę w obronie, zaś trzy trafienia na wagę wygranej dodali z linii rzutów wolnych Piotr Szczotka, David Logan i wspomniany Ewing. - W całym meczu przegraliśmy zbiórki, ale na koniec zebraliśmy dwie bardzo ważne piłki po trójce Ewinga i rzutach wolnych Szczotki, które zdecydowały o naszym zwycięstwie. Każda zebrana piłka w takim spotkaniu była bardzo ważna - kontynuuje swoją wypowiedź trener Asseco.

Litewski szkoleniowiec nie był jednak zadowolony z całej postawy swojego zespołu. - Zawaliliśmy trzecią kwartę, a także drugą, bo w pewnym momencie prowadziliśmy przecież dziesięcioma punktami. Szkoda, że oddaliśmy to prowadzenie tak łatwo, bo można było uniknąć nerwowej końcówki. To jednak tyczy się wszystkich spotkań - mówi Pacesas, dodając po chwili. - Niektórzy moi gracze byli jednak poza meczem i okazali się dla nas kompletnie bezproduktywni - dodaje trener gdynian, lecz nie decyduje się wymienić nikogo z nazwiska.

Dla fanów obrońcy trofeum sprawa jest jednak prosta - w czwartek cieniem samego siebie był Qyntel Woods, największa gwiazda ekstraklasy. Amerykanin spędził na parkiecie trzy kwarty, ale w tym czasie zdobył ledwie cztery punkty (1/11 z gry) i miał trzy straty (choć także sześć zbiórek i cztery asysty). W trakcie meczu Pacesas często rugał natomiast młodego Adama Łapetę, do którego miał wiele pretensji o defensywę pod koszem. Słabą zmianę dali również Przemysław Zamojski i Ratko Varda.

Po czwartkowym zwycięstwie, Asseco Prokom jest tylko o krok od mistrzostwa Polski. Jeśli koszykarze z Gdynii w sobotę zagrają podobnie, przetrzebionemu kontuzjami Anwilowi będzie bardzo trudno wykraść zwycięstwo. Choć opiekun drużyny zdaje sobie sprawę, że jego zawodnicy muszą uniknąć wielu błędów, które przydarzyły się w pierwszym starciu w Hali Mistrzów. - Popełniliśmy mało strat, bo tylko 11, ale w to miejsce zagraliśmy zdecydowanie słabiej w ataku, gdzie mieliśmy fatalny procent trafionych rzutów. To musi być poprawione - puentuje Pacesas.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.