Szaleństwo popłaca - relacja ze spotkania AZS Politechnika Radomska - Unia Tarnów
autor: Michał Podlewski | 2010-03-07, 21:22 | źródło: inf. własna
Oczopląsu można było dostać przyglądając się świetlnej tablicy w hali Politechniki Radomskiej po spotkaniu miejscowego AZS-u z tarnowskimi Jaskółkami. Sędziowie wyrzucili z parkietu aż sześciu graczy. W sumie obdarowali zawodników i szkoleniowców obydwu zespołów aż pięcioma przewinieniami technicznymi. Trzeba jednak przyznać, że w pełni zasłużenie.
Radomianie wygrali w tej rundzie prestiżowe derby z Rosasportem Radom i okazało się, że było to dla nich wodą na młyn. Szefowie klubu stanęli bowiem na rzęsach, żeby znacznie poprawić sytuację organizacyjno-finansową klubu i dokonali cudu. A zawodnicy odwdzięczają im się grą na najwyższym drugoligowym poziomie. - Bo każdy z nas ma również świadomość, że gra dla siebie. Co więcej, ta gra naprawdę sprawia nam mnóstwo przyjemności - przekonuje Tomasz Czajkowski, najskuteczniejszy zbierający ligi.
W niedzielny wieczór, oprócz przyjemności, radomianie zaprezentowali jednak ogromne serce do gry, chwilami wręcz możnaby stwierdzić koszykarską furię. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Dlatego też zanotowali na swoim koncie ósme zwycięstwo z rzędu.
O tym, jak poważnie podeszli do konfrontacji z wiceliderem niech świadczy fakt, że drugi trener zespołu akademików Roman Bukalski, już cztery godziny przed spotkaniem zameldował się w hali Politechniki, żeby samemu dopilnować ostatnich przygotowań do tego arcyważnego spotkania. Najwcześniej na trening rzutowy wyszli również Rafał Sebrala i Grzegorz Mordel. Później dołączył do nich Grzegorz Zadęcki, który przeczuwał, że będzie mógł walczyć o tytuł MVP spotkania. I nie pomylił się. To właśnie on wespół z Pawłem Pirosem systematycznie upuszczali krwi rywalom. W szeregach tych ostatnich tymczasem rękawice podjął Kamil Kamecki, jednak w pojedynkę nie był w stanie przechylić szali zwycięstwa na stronę wicelidera.
W pierwszych minutach pojedynku jego stawka nieco usztywniła zawodników obydwu zespołów, bowiem popełniali sporo błędów, a i w ofensywie nie prezentowali pełni swoich umiejętności. Gdy nerwy opanowali goście, wydawało się, że szybko wypracują sobie przewagę i siódme zwycięstwo z rzędu stanie się faktem. Zapomnieli chyba jednak, że akademicy rozkręcają się ostatnio dość długo, ale gdy złapią swój rytm, nawet najlepsi muszą mieć się na baczności. I tak też było tym razem, gdy wspomniany Piros zaczął trafiać za "trzy" oczka, a co chwila szalone kontry Pawła Lewandowskiego kończył Zadęcki bądź Rafał Sebrala.
To co działo się po przerwie zakrawało na pojedynek na mocniejszą psychikę. W bitwie nerwów na prowadzenie wyszli goście, bowiem po podwójnym przewinieniu technicznym z parkietu spadł Hubert Hernik. Za chwilę w jego ślady poszli kolejni, ale to tylko potęgowało emocje. Wystarczy wspomnieć, że sędziowie gwizdnęli aż 67 przewinień. Osłabiony radomski team tymczasem rzucił się wręcz z furią na rywali kontynuując koncert basketu. Koszykarze Unii tymczasem zanotowali kompromitująco niską skuteczność z rzutów wolnych, pudłując aż 19. - No i gdybyśmy je wykorzystywali, pewnie wynik byłby inny. Cóż, w tej sytuacji zapowiada się jeszcze bardziej emocjonująca końcówka sezonu zasadniczego - zawyrokował rozgrywający Unii Daniel Badeński.
AZS Politechnika Radomska - Unia Tarnów 91:76 (20:20, 26:14, 23:21, 22:21)
AZS Politechnika: Zadęcki 29 (2), Piros 21 (4), Lewandowski 15 (3), Sebrala 10 (2), Czajkowski 4 oraz Szczytyński 4, Cetnar 3, Hernik 2, Mordel 0.
Unia: Kamecki 28, Zych 11, Wilusz 5, M.Szewczyk 4, Majchrzak 4 oraz D.Szewczyk 9, Bryzek 6, Badeński 5, Sobiło 2, Markowski 2, Grys 0.



Zaloguj się aby dodać komentarz
Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.