Bohater Mays - relacja z meczu Energa Czarni Słupsk - Znicz Jarosław

autor: Michał Fałkowski | 2010-02-28, 00:30 | źródło: inf. własna

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Niespodzianka w Słupsku! Skazywany na pożarcie Znicz Jarosław okazał się lepszy od miejscowej Energi Czarnych i wywiózł jednopunktowe zwycięstwo. Bohaterem podkarpackiego zespołu został Keddric Mays, który trafiał decydujący rzut przed końcową syreną, a w całym meczu zdobył 18 oczek. 21 punktów dla miejscowych uzyskał za to Paweł Leończyk.

"Zgasić Znicz" - tak cel przed meczem założyli koszykarze Energi Czarnych Słupsk licząc na łatwą przeprawę z powoli składającą broń i pozbywającą się czołowych zawodników podkarpacką drużyną. Podopieczni Igorsa Miglinieksa chcieli tym samym zmazać plamę po ostatniej porażce w derbowym starciu z Kotwicą Kołobrzeg i jednocześnie włączyć się jeszcze do gry o miejsce w najlepszej czwórce po sezonie zasadniczym.

Chęci starczyło jednak na pierwsze dwadzieścia minut gry. Bardzo dobrze na początku radził sobie duet obrońców Tyrone Brazelton - Mantas Ceskauskis i po pierwszej, wybitnie ofensywnej kwarcie, gospodarze prowadzili 28:23. Przewagę tę zwiększyli jeszcze w drugiej odsłonie, gdyż do skutecznego ataku dołożyli solidną obronę i pozwolili rywalom na zdobycie ledwie 11 oczek. - W drugiej kwarcie w naszym zespole głupota koszykarska wzięła górę nad mądrością - wściekał się na konferencji prasowej trener przyjezdnych Dariusz Szczubiał.

Czarni prowadzili zatem przed drugą połową różnicą dziesięciu oczek, a podobać się mogła zwłaszcza gra Pawła Leończyka, który wykorzystał fakt, że w zespole gości brak rasowych zawodników pod koszem i godnie zastąpił nieobecnego Chrisa Danielsa. Amerykanin dłużej pozostał w swojej ojczyźnie po przerwie, jaką zespołowi zafundował w ostatnich dniach sztab trenerski, lecz jego absencja nie wpłynęła znacząco na miejscowych. Dobrą partię rozgrywał bowiem inny wysoki - Chris Booker, który w całym meczu otarł się o double-double - 10 zbiórek i dziewięć punktów.

W szatni pomiędzy połowami trener Szczubiał musiał przekazać swoim koszykarzom kilka gorzkich, lecz motywujących zdań, gdyż ci po zmianie stron wyszli na parkiet z zupełnie innym nastawieniem. Teraz to oni zaczęli nadawać tempo grze, a co najważniejsze - zaczęli bronić i uniemożliwiali gospodarzom rzuty z łatwych pozycji. - Niestety graliśmy bez odpowiedniego zaangażowania, zabrakło nam dobrej, nomen omen, energii - tłumaczył Miglinieks, a jego podopieczni przegrali trzecią kwartę 11:20, więc ich przewaga stopniała do tylko jednego oczka. Co ciekawe, w całym meczu słupszczanie popełnili 13 strat, z czego aż 12 właśnie w trzeciej kwarcie! Dla strzelców Jeremy’ego Chappela czy Keddrika Maysa było to jak woda na młyn i zaraz na początku ostatniej odsłony goście objęli pierwsze od kilkunastu minut prowadzenie.

- Nigdy w Gryfii jeszcze nie wygrałem jako zawodnik innego zespołu niż Czarni. Najbliżej byłem dwa lata temu z Górnikiem, gdy polegliśmy po dogrywce. Zabrakło nam wtedy nieco szczęścia, ale teraz ono nas nie opuściło - mówił po meczu rozradowany Tomasz Zabłocki. Polski skrzydłowy długo nie mógł odnaleźć się w swojej byłej hali, aż wreszcie na początku czwartej kwarty zdobył kilka oczek z rzędu i umocnił swój zespół na prowadzeniu - ośmioma punktami na pięć minut do końca. Dobra i ambitna gra Leończyka oraz Cesnauskisa sprawiła jednak, że gospodarze nie złożyli broni, a trafienie Litwina dało Czarnym jednopunktowe prowadzenie na 24 sekundy przed ostatnią syreną. Piłkę w swoich rękach mieli jednak koszykarze z Jarosławia.

Choć kibice spodziewali się, że Mays będzie starał się rozegrać akcje do spółki z Chappellem, wszak w ciągu kilkudziesięciu ostatnich sekund spudłował trzy z czterech rzutów wolnych, filigranowy Amerykanin postawił wszystko na jedną kartę. Sam postanowił zakończyć mecz rzutem i ku rozpaczy miejscowych fanów, próba ta okazała się skuteczna i decydująca. Dzięki temu trafieniu Znicz przerwał fatalną passę czterech spotkań bez zwycięstwa i zrównał się w tabeli z Czarnymi. Autor ostatniego akcji zakończył mecz z dorobkiem 18 oczek, choć najskuteczniejszym koszykarzem pojedynku został Leończyk - 21 punktów (najwięcej w karierze).

Energa Czarni Słupsk - Znicz Jarosław 74:75 (28:23, 16:11, 11:20, 19:21)

Energa Czarni: Leończyk 21, Brazelton 18 (3x3), Cesnauskis 13 (2x3), Booker 9 (10 zb.), Sroka 9 (1x3), Harris 4, Sulowski 0, Żurawski 0

Znicz: Mays 18 (3x3), Chappell 17 (1x3, 10 zb.), Diduszko 17, Zabłocki 14 (4x3), Mikołajko 3 (1x3), Moralewicz 2, Sarzało 2, Witos 2, Wyka 0

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
Stalowiec

Czyli koniec marzeń Czarnych o dobrym miejscu przed play off a nawet miejsce w ósemce nie jest takie pewne.Zniczowi bardziej się ono należy i chyba decydujący będzie mecz 26 kolejki PLK /7.04.2010/ Znicz - AZS - wygrany przez Znicza i gwarantujący mu 8 miejsce a Czarnych spychając na 9 pozycję.. kto nie skacze ten ze S*ka!!!