Zastalowi wciąż nieznany sposób na tyszan - relacja z meczu Intermarche Zastal Zielona Góra - KKS Tychy
autor: Marcin Jeż | 2010-02-24, 21:07 | źródło: inf. własna
Koszykarze Intermarche Zastalu Zielona Góra nie poprawili swojej historii spotkań z KKS-em Tychy. Podopieczni Tomasza Herkta w środowy wieczór przegrali z tyskim teamem 64:65, co jest piątą klęską z rzędu zielonogórzan w starciu przeciwko tyszanom na przestrzeni trzech ostatnich sezonów.
Spotkanie lepiej zaczęła drużyna z Tych. Już od pierwszych sekund meczu swoją klasę pokazywał Łukasz Pacocha, i to właśnie głównie dzięki niemu, tyszanie po czterech minutach gry prowadzili 11:4. Dla Zastalu okazało się to niemiłym zaskoczeniem, ale widać było, że gospodarze byli zdeterminowani i nie zrazili się słabszym początkiem. Zawodnikiem, który poderwał zielonogórzan do walki, okazał się Jarosław Kalinowski, który celnym rzutem za trzy zniwelował straty swojego zespołu do pięciu punktów (12:17). Od tego momentu "Zastalowcy" poczuli swój rytm gry, i po pierwszej kwarcie do rywala tracili już tylko jedno "oczko" (18:19).
W drugiej odsłonie, gospodarze nie zwalniali tempa. Bardzo dobrze do gry wprowadził się obrońca Zastalu, Wojciech Kus, i to po jego "trójce", Zastal objął pierwsze prowadzenie w meczu (27:26). Następnie dobry moment miał Tomasz Wojdyła, którzy dwukrotnie trafił zza linii 6,25, i miejscowi wygrywali już 33:26. Z każdą kolejną minutą zielonogórzanie czuli się coraz pewniej. Chwilami przewaga podopiecznych Tomasza Herkta osiągała nawet jedenaście punktów. KKS jednak nie poddawał się, i liczył, że zaatakuje po przerwie.
W trzeciej kwarcie te przypuszczenie jeszcze się nie sprawdziło. Po "trójce" Artura Busza, Zastal prowadził aż szesnastoma punktami (52:36), i trudno było śląskiemu teamowi o jakikolwiek zryw. Mimo tego, że wydawało się już, że gospodarze kontrolują sytuację, przyjezdni wciąż czekali na odpowiedni moment.
I właśnie w ostatniej kwarcie, KKS Tychy nabrał wiatru w żagle. Ekipa prowadzona przez Mariusza Niedbalskiego powoli zaczęła odrabiać straty. W krótkim czasie z jedenastu punktów przewagi Zastalu, zrobiło się tylko pięć "oczek" (63:58). W tym momencie, temperatura na hali zaczęła się podnosić. Każda kolejna akcja którejś z drużyn dostarczała kibicom wielu nerwów. W tej "nerwówce", zespołem który trafiał, był KKS Tychy. Po "dwójce" Marcina Salamonika tyszanie przegrywali już tylko 63:64. Zastal w ataku stał się bezradny, a do końca potyczki pozostawało już coraz mniej sekund. Każdy kosz zdobyty przez którąś z ekip był praktycznie na wagę zwycięstwa. I graczem, który trafił w tak ważnym momencie, okazał się Tomasz Bzdyra. Po jego punktach KKS objął prowadzenie 65:54. Zielonogórzanie nie wykorzystali kolejnej akcji, i zmuszeni byli faulować. Dwóch rzutów osobistych nie wykorzystał Łukasz Pacocha. Zastal miał osiem sekund na wyszarpanie triumfu tyszanom. W ostatniej akcji meczu, "Zastalowcy" jednak nie zdołali stworzyć sobie dogodnej sytuacji na oddanie rzutu. Ostatecznie KKS Tychy pokonał Intermarche Zastal Zielona Góra 65:64.
Intermarche Zastal: Wojdyła 13, Kukiełka 11, Jarmakowicz 10, Kus 7, Rajewicz 6, Flieger 5, Raczyński 5, Busz 3, Kalinowski 3, Chodkiewicz 1.
KKS: Pacocha 24, Bartosz 12, Bzdyra 10, Hałas 6, Salamonik 6, Pustelnik 4, Mielczarek 3, Olczak 0, Nowak 0.



Zaloguj się aby dodać komentarz
Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.