Lang może organizować w Polsce mistrzostwa świata - rozmowa z Alessandrem Ballanem, zwycięzcą Tour de Pologne

autor: Krzysztof Straszak | 2009-08-09, 15:40 | źródło: inf. własna

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

We wrześniu 2008 roku w Varese wywalczył tęczową koszulkę mistrza świata. 312 dni czekał na kolejny sukces, który nastąpił na czwartkowym etapie Tour de Pologne do Krynicy-Zdrój. Alessandro Ballan, 29 lat, mieszkaniec Castelfranco Veneto, jest specjalistą od klasyków (wygrał wyścig Dookoła Flandrii w 2007 roku), ale zapowiedź o triumfie w naszym narodowym tourze spełnił. W niedzielę w Krakowie świętował dziesiąte zwycięstwo w karierze.

Krzysztof Straszak: Kiedy uwierzył pan, że może wygrać w Polsce?

Alessandro Ballan: - Przyjechałem tutaj tylko z myślą o tym, by w końcu coś wygrać. Wiedziałem, że jestem w formie i na dzień przed wyścigiem powiedziałem, że jestem tu by zrobić wynik. Ten start potrzebny był mi również by odzyskać formę po straconej pierwszej części sezonu.

Czyli nie myślał pan tylko o etapie, ale o triumfie w klasyfikacji generalnej?

- Oczywiście. Dla końcowego zwycięstwa najważniejszy był etap przedwczorajszy [czwartkowy do Krynicy-Zdrój], gdzie odniosłem pierwszy triumf od... no bardzo już dawna, czyli mistrzostw świata w Varese. Dzięki znakomitemu wysiłkowi całej drużyny udało nam się utrzymać koszulkę lidera do mety w Krakowie.

Pańska ekipa pracowała doprawdy znakomicie.

- Ten sukces dedykuję wszystkim moim kompanom. [Marzia] Bruseghina znają wszyscy, ale są i inni. [Marcin] Sapa pracował dla mnie jak nigdy. [Angelo] Furlan był wyjątkowy jeśli idzie o poświęcanie się dla zespołu, a [Manuele] Mori był mocny przez cały tydzień.

Spodziewał się pan raczej Szmyda, który będzie w górach najgroźniejszy ze strony polskich kolarzy?

- Ale przekonałem się, że najmocniejszy będzie jednak Rutkiwic... Ruciewic... Rutkiewicz (śmiech). Pokazał się szczególnie wczoraj [w piątek na etapie do Zakopanego], kiedy pięknie jechał w ucieczce, która mogła się okazać dla mnie niebezpieczna. Kontrolowaliśmy go jednak, tak jak robiły to inne ekipy, które chciały wykorzystać na finiszu swoich sprinterów.

Czy zwycięstwo w Tour de Pologne jest dużym osiągnięciem?

- Ten sukces znaczy dla mnie wiele. Jest tym cenniejszy, że odniesiony po wielu problemach. Jeszcze parę miesięcy temu nie potrafiłem wejść samodzielnie po schodach [efekt ataku cytomegalowirusa]. Mogę się tylko cieszyć, że powróciłem do wygrywania.

Tęczowa koszulka mistrza świata była wcześniej zbyt wielkim ciężarem do udźwignięcia? Powodowała dodatkowe nerwy?

- Nerwy nie. Bo to nie tak, że chciałem za wszelką cenę zwyciężyć w tej koszulce. Ale jak sobie teraz pomyślę co w niej przeszedłem...

Kolejny światowy czempionat w Mendrisio jest pańskim najważniejszym celem w tym sezonie?

- Tak. To jest docelowa impreza, tam będę z całą pewnością w topowej formie. Runda jest podobna, choć krótsza od tej z Varese. Wcześniej czeka mnie jeszcze trzytygodniowa Vuelta. Tam się jeszcze bardziej poprawię, by w Mendrisio walczyć o najwyższy cel. W tym momencie moja forma jest na poziomie 90-95 procent.

Vuelta a España to optymalne rozwiązanie, by przygotować się do mistrzostw świata?

- Potrzebuję tego ścigania, bo przez pierwszą część sezonu jeździłem bardzo mało, a nie trenowałem nawet w domu. Vuelta będzie takim regulatorem mojej formy. Być może wycofam się wcześniej niż w ubiegłym roku [na 15. z 21 etapów], bo dojechanie do Madrytu będzie bardzo trudne dla kogoś kto ma inne priorytety.

Jestem jednak mocniejszy psychicznie po tym tygodniu, tym bardziej, że w środę dostałem telefon od selekcjonera [Franka] Balleriniego. Przed Vueltą chcę wygrać w Plouay [22 sierpnia, kategoria ProTour], gdzie rok temu byłem drugi.

Pan się poprawił w Tour de Pologne w porównaniu do 2006 roku (trzecie miejsce), a jak zmienił się nasz wyścig?

- Polska bardzo się poprawiła. [Czesław] Lang zasługuje na wiele komplementów. Zaproponowałem mu nawet, by pomyślał o organizacji u was mistrzostw świata. Może być w okolicy jakiegoś większego miasta, bo kilka takich tutaj objechaliśmy. Jestem przekonany, że byłaby to znakomita impreza.

Od początku kariery występuje pan w barwach Lampre, więc dlaczego nie możecie dojść do porozumienia w sprawie nowego kontraktu?

- Jako mistrz świata mam prawo życzyć sobie dwuletniej umowy, ale przedstawiono mi tylko taką na kolejny sezon. Na szczęście rodzina Galbusera [sponsorzy Lampre] nie chce, żebym odchodził. Jestem niezwykle zadowolony, że się mną zainteresowali i bezpośrednio zaproponowali kontrakt dwuletni. To świadczy o tym, że nasza ekipa jest jak rodzina.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj: