Włoska misja Armstronga rozpoczęta

autor: Krzysztof Straszak | 2009-05-06, 11:38 | źródło: inf. własna / La Gazzetta dello Sport

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Za faworyta Giro d'Italia uważa Lance Armstrong Ivana Basso, z którym łączą go bardzo szczególne więzi emocjonalne. Matka Włocha zmarła na raka, a w ostatniej drodze wspomagał ją właśnie Teksańczyk.

We wtorek, niedługo po przylocie do Rzymu, siedmiokrotny król Tour de France odwiedził poliklinikę "Gemelli", gdzie leczą się najważniejsi ludzie świata, by spotkać się tam z chorymi na nowotwór. - Pojadę dla was - rzucił Armstrong, który odbył już na włoskiej ziemi wiele rozmów na temat promocji swojej fundacji (od 1996 roku zebrała na walkę z chorobą 300 mln dolarów).

Po raz pierwszy w karierze wystąpi w Giro. Z numerem 21 na plecach, takim samym jak Marco Pantani w Tour de France w 1998 roku, ostatnim przed nastaniem tam "ery Armstronga". Rower największej gwiazdy wyścigu będzie się wyróżniał: biały sprzęt marki Trek wymalował czarnym graffiti artysta Shepard Fairey.

Hello Giro

Ostatnią próbą dla ekipy Astana, w barwach której zakotwiczył (przez znajomość z szefem, Johanem Bruyneelem), był Tour of Gila w amerykańskim stanie Nowy Meksyk. - Nie czuję się źle, przynajmniej jak na fakt, że jeździliśmy na wysokości 2 tys. metrów - mówił Armstrong dziennikowi "La Gazzetta dello Sport". - W ostatnich tygodniach jeździłem sporo. Najpierw treningi w Austin, potem siedem godzin w Aspen, gdzie wspinałem się na wysokość 3 tys. metrów. Zaczynam przygodę z Giro. Goodbye Gila, hello Giro - powiedział przed przylotem do Włoch.

W Silver City, bazie ów wyścigu (Astana startowała tam jako Mellow Johhny's - fonetycznie bliskie maillot jaune, z fr. żółta koszulka) Armstrong zakwaterował się na ulicy... Kilimandżaro. Przed spotkaniem z prasą, wspólnie z będącą w ósmym miesiącu ciąży Anną Hansen, partnerką życiową, czytał wiadomości sportowe na witrynie Espn, a także informacje przekazywane przez popularny serwis Twitter przez Basso. - Zawsze to robię. Wiem o nim wszystko - śmiał się.

W Gila wystartował po 36 dniach przerwy spowodowanej rehabilitacją po złamaniu (w czterech miejscach) obojczyka podczas wyścigu Dookoła Kastylii i Leon, 23 marca. Przed Giro ma w nogach 24 dni startowe, czyli niedużo w porównaniu z innymi topowymi zawodnikami.

W imprezie w stanie Nowy Meksyk siedmiokrotny zwycięzca "Wielkiej Pętli" był drugi, za swoim kolegą z zespołu, Levi Leipheimerem. Po zakończeniu rywalizacji został poddany, niejako jubileuszowej, 25. kontroli antydopingowej od czasu, gdy ogłosił swój powrót do wyczynowego sportu.

- Ktoś musiałby być absolutnie głupi, by próbować oszukiwać w tym momencie. Przy takiej dawce kontroli, zwiększonych nakładów na laboratoria, zaangażowaniu w badania ośrodków zewnętrznych, rządów i federacji - stwierdził wyrażając zarazem ubolewanie w związku z pozytywną kontrolą dobrze sobie znanego Davide Rebellina, swojego równolatka.

Upadek

Co myślała jedna z największych postaci popkultury, siedząc bezradnie na skraju hiszpańskiej drogi, trzymając się za złamany obojczyk? - Że zrobiłem źle. W takim momencie przez głowę przelatują dwa tysiące rzeczy. Zapytałem się sam siebie: "Drogi Lance, czemu ty dalej jeździsz na rowerze?. Twój sezon się skończył właśnie tu" - mówił w rozmowie z włoską prasą.

Jego występ w Giro jest kompromisem, spełnieniem przyrzeczenia, choć już bez zapowiedzi o zwycięstwie, które wydaje się nierealne. Greg LeMond w 1989 roku po poważnej kontuzji zajął drugie miejsce w jeździe na czas w Giro, a potem wygrał Tour de France. Armstrong jeszcze nigdy nie brał udziału w dwóch wielkich tourach w tym samym sezonie. - Axel Merckx i Kevin Livingston [jego byli pomocnicy, dziś współpracownicy] gwarantowali mi, że w drugiej części Touru będę chodził jak motor - śmiał się.

Siedmiokrotnie triumfując w Tour de France, Armstrong ani razu poważnie nie upadł. W całej karierze nie zdarzyło się godne zapamiętania lądowanie na asfalcie.

Po nieprzyjemnym incydencie w marcu wyciszył się. - Rozmawiałem tylko z Anną i moimi dziećmi. Z nikim innym, nawet z Bruyneelem. Musiałem się odbudować psychicznie, nie mówiąc o właściwościach fizycznych - przyznał. Grupa młodych awangardzistów postawiła w miejscu jego upadku w Baltanas pomnik: ...zwykły rower na postumencie.

Marzenia

Liderem Astany będzie w Giro Leipheimer. Armstrong też jednak myśli o zaznaczeniu śladu po sobie. - To brzmi banalnie, ale chcę zostać bohaterem Giro. Myślę o Leipheimerze, Basso, Cunego, Garzellim, Simonim i o tym, że nie jestem w takiej formie jak oni. Muszę szukać swojej szansy gdzie indziej: podczas etapu w górach lub w czasówce - mówił.

Nie jest w stanie zadeklarować, czy będzie zawodowym kolarzem również w 2010 roku. Przyznał, że wszystko zależy od tego, jak ułożą się sprawy w obrębie najbliższych trzech miesięcy, czyli do Tour de France.

Projektem, który zakwitł w głowie najsłynniejszego kolarza świata jest natomiast zespół kolarski, w którym pełniłby potrójną rolę: właściciela, dyrektora sportowego i zawodnika. - Prawdopodobieństwo jego stworzenia jest duże. Jeśli miałbym już ekipę, to chciałbym w niej również jeździć. Niekoniecznie w Tourze czy Giro - zastrzega, jeszcze raz podkreślając, że, z powodu kryzysu ekonomicznego, wszystko rozstrzygnie się w lipcu.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.