Na szczycie Nanga Parbat stałem góra trzy minuty - rozmowa z Arturem Hajzerem, zdobywcą ośmiotysięcznika

autor: Marek Dubiński | 2010-07-21, 16:35 | źródło: Inf. własna

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Zdobycie ośmiotysięcznika, to wielka frajda, ale i ogromny wysiłek. - Trudno powiedzieć co czułem na samej górze. Po tak ogromnym zmęczeniu człowiek nie jest w pełni świadomy. Na pewno radość, ale także i przestrzeń, która nas otaczała. Górę zaatakowałem razem z Robertem Szymczakiem, kilka dni po nas wszedł na szczyt też Marcin Kaczkan - powiedział Artur Hajzer.

Marek Dubiński: Panu i Robertowi Szymczakowi udało się wejść na szczyt za pierwszym razem. Marcin Kaczkan nie miał tyle szczęścia. Pomylił trasę i musiał wracać do obozu. Jak to się stało, że udało mu się wejść za drugim razem?

Artur Hajzer : To tylko świadczy o jego klasie, o tym że po powrocie do obozu miał na tyle dużo sił, że zdecydował się na drugi atak. To pokazuje jak duża moc w nim drzemie, jak wielki ma potencjał. Na pewno przed nim duża przyszłość.

Na szczycie Nanga Parbat spośród dwunastu osób, które wzięły udział w wyprawie, stanęły trzy osoby. To tylko trzy, czy aż trzy?

- Zakładaliśmy, że na szczycie stanie więcej osób. Nie wszyscy uczestnicy zdążyli się jednak zaaklimatyzować. Jednak i tak uważam, że w trzydzieści dni zdobyć tak trudną górę, to i tak jest duży sukces. Zanim się wejdzie na szczyt, trzeba przecież jeszcze pobyć trochę na miejscu. Z wytrzymaniem dłużej w górach nie byłoby problemu, ale nie wszyscy mogli sobie przedłużyć urlopy. To nie są sportowcy na stypendiach. Oni normalnie pracują, a skoro nie udało im się przedłużyć urlopów, to musieli wracać do Polski.

Podczas wyprawy, u dwóch osób były podejrzenia o obrzęk mózgu. Czy w związku z tym zagrożony był los całej ekipy, pozostania w górach?

- Nie było zagrożenia, że cała grupa musiałaby się w razie choroby kogoś ewakuować. W momencie gdyby obrzęk się rozwinął, wezwalibyśmy helikopter, który taką osobę zabrałby do szpitala, a cała wyprawa funkcjonowałaby dalej. Choć na pewno grupa mogłaby być obciążona psychicznie, że o jednego uczestnika jest mniej.

Panuje opinia, że Nanga Parbat, to jeden z najtrudniejszych ośmiotysięczników. Dlaczego?

- Głównie ze względu na przewyższenie, a także na odległości jakie dzielą obozy. Również ze względu na stopień nachylenia i trudności techniczne jakie sprawia. Nanga Parbat, to głównie skała i lód.

Maj to najtrudniejszy okres, aby ją zdobywać. Dlaczego grupa wybrała ten termin?

- To najlepszy czas do wchodzenia od strony szkoleniowej. Właśnie tym podyktowany był ten, a nie inny termin jej zdobywania.

Zdobywanie ośmiotysięczników to ogromna frajda, hobby, ale też ogromne koszty. Ile kosztuje zorganizowanie takiej wyprawy?

- Koszty wysłania jednej osoby do Pakistanu zamykają się w kwocie 20 tys. złotych. Trzeba ją przemnożyć przez dwanaście, więc cała wyprawa zamknie się w 240 tys. złotych.

Na Nanga Parbat łatwiej się wchodzi czy schodzi?

- Zejść z tej góry, to jest pewien problem. Nie można się zagalopować, bo może się to przykro skończyć. W ogóle w alpinizmie przyjęło się, że łatwiej wchodzi się niż schodzi. Dlatego wchodząc, trzeba zostawić sobie margines, że zejście też wymaga sporego wysiłku.

Jak należy się przygotowywać, aby w trakcie wchodzenia na tego typu trudną technicznie górę nie spasować?

- Trzeba być dziesięcioboistą, a jako dodatkową dyscyplinę uprawiać ultra maraton. To powinno wystarczyć.

Przed grupą teraz odpoczynek, ale też i nowe wyzwania. Jakie przed panem i pozostałymi członkami ekipy kolejne cele?

- Kadra Polskiego Związku Alpinizmu we wrześniu poleci na zawody na Kaukaz. Chcemy sprawdzić się z Rosjanami. Będą to zawody polegające na wbieganiu na górę. Zimą zaś planujemy kolejną wyprawę do Pakistanu, aby zdobyć kolejny ośmiotysięcznik.

Pakistan graniczy z Afganistanem, który jest jednym z najniebezpieczniejszych krajów na świecie. Jakie ma to przełożenie na wyprawy?

- Z uwagi na bliskość Afganistanu i sytuacji tam panującej, do Pakistanu przybywa mniej wypraw. Choć oczywiście w samym Pakistanie nie jest tak niebezpiecznie jak w Afganistanie, to jednak należy się pilnować. Wyprawy z osobami o białym kolorze skóry są dodatkowo chronione. My działamy w Karakorum, w jednym z najbezpieczniejszych miejsc w Pakistanie. Są tam takie rejony kraju, gdzie kobiety są zupełnie inaczej traktowane niż w krajach muzułmańskich. Ludzie są tam otwarci, nie dochodzi tam do aktów terroru.

Co czuł pan, gdy stanął na szczycie Nanga Parbat?

- Na pewno ogromną radość, ale także obawę przed zejściem. W górach trzeba się śpieszyć, szybko robi się ciemno. Na szczycie byłem góra trzy minuty. Będąc na samym szczycie czułem ogromną przestrzeń. Każdy musi sobie jednak zdawać sprawę z tego, że osoba, która zdobywa ośmiotysięcznik nie do końca jest świadoma z uwagi na zmęczenie. W pewny stopniu trochę otępiała, przez co nawet niekiedy nie pamięta się drogi jaką pokonało się zdobywając szczyt.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
artek

Taki wysiłek, i tylko trzy minuty na szczycie. Ale i tak musi być to coś wspaniałego.