Po raz drugi w ciągu kilkunastu lat - rozmowa z Lucjanem Błaszczykiem, tenisistą stołowym Bogorii Grodzisk Mazowiecki

autor: Polska Agencja Prasowa | 2010-01-30, 10:00 | źródło: PAP

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Tenisiści stołowi Bogorii Grodzisk Mazowiecki są bliscy awansu do półfinału Pucharu ETTU. W pierwszym spotkaniu pokonali w piątkowy wieczór u siebie Zugbruecke Grenzau 3:1. W najciekawszym pojedynku reprezentant Hongkongu Cheung Yuk (Bogoria) wygrał 3:1 w setach z wielokrotnym mistrzem Polski Lucjanem Błaszczykiem.

PAP: Od połowy lat 90. występuje Pan w Zugbruecke Grenzau. Ile razy w tym czasie rywalizował Pan ze swoim klubem w Polsce?

Lucjan Błaszczyk: Zaledwie raz. Miało to miejsce w 2005 roku przy okazji meczu Ligi Mistrzów z Odrą Głoską Księgnice. Wygraliśmy 3:1, a ja w swojej grze pokonałem Wang Zeng Yi 3:1 w setach. Zoltan Fejer-Konerth zwyciężył wówczas Tang Yu, a grający trener Chen Zhibin okazał się lepszy od Marcina Kusińskiego.

Czyli piątkowe spotkanie w Grodzisku Mazowieckim było dopiero drugim w ciągu kilkunastu lat...

- Rzadkie kontakty z drużynami z ojczyzny wynikają z tego, że Zugbruecke przez wiele sezonów występowało w Lidze Mistrzów. Dwa razy byliśmy w finale rozgrywek. Tymczasem pierwszym polskim klubem w Champions League była Odra. Wcześniej nikt nie grał i nie było okazji do bezpośredniej konfrontacji.

Tak jak Pan wspomniał poprzednio łatwo wygraliście na Dolnym Śląsku, teraz porażka z mistrzem kraju...

- Nie ma co ukrywać, że Grenzau sprzed pięciu lat miało mocniejszą kadrę. Jeśli chodzi o potyczkę z Bogorią, jej najlepszy zawodnik Cheung Yuk jest 17. na liście światowej, a u nas najwyżej sklasyfikowany jest Patrick Baum - 31.

Już przed meczem nie ukrywał Pan, że polska ekipa będzie faworytem...

- Jeszcze w grudniu plasowaliśmy się na trzeciej pozycji w Bundeslidze. Niestety, bardzo źle rozpoczęliśmy nowy rok. Przegrywamy kolejne spotkania i morale w drużynie spadło. Poza tym do Grodziska nie mógł przyjechać Kenta Matsudaira. Japończyk wystąpi dopiero w rewanżu.

Dla Zugbruecke Grenzau ważniejszy jest awans do czołowej czwórki niemieckiej ekstraklasy, czy sukces w Pucharze ETTU?

- W Niemczech zawsze ważniejsza jest liga krajowa. Ważniejsza od Ligi Mistrzów czy Pucharu Europy, w którym obecnie startujemy. Fajnie tylko, że trafiliśmy na polski klub. Zdecydowanie lepiej przyjechać do ojczyzny niż lecieć np. do Hiszpanii.

Bogoria byłaby w stanie znaleźć się w czołówce Bundesligi?

- Byłoby jej bardzo ciężko. Poszczególni pingpongiści musieliby być grać cały sezon bardzo dobrze. Rok temu w ćwierćfinale LM Bogoria nie sprostała Ochsenchausen, czyli zespołowi, który w tabeli jest w dolnej strefie. Z Borussią Dueseldorf też nie miałaby szans.

W podwarszawskim Grodzisku nie doszło do oczekiwanej Pana potyczki z Wangiem. Parę miesięcy temu zdobyliście srebrny medal mistrzostw Europy w deblu, a teraz mieliście stanąć po przeciwnych stronach stołu...

- Dotychczas rozegraliśmy trzy oficjalne mecze. O Księgnicach wspominałem, a poza tym pokonałem Wandżiego w półfinale MP w Gdańsku i w finale MP w Białymstoku.

W grodziskiej hali tenisiści Zugbruecke pojawili się dwie godziny przed meczem. Zawsze tak wcześnie przyjeżdżacie na spotkanie?

- Jeśli walczymy w Grenzau, to jesteśmy na miejscu jeszcze wcześniej. Trzy godziny przed meczem mamy wspólny, lekki posiłek. Potem jeszcze zbieramy się w specjalnym pokoju, w którym ustalamy ostatnie szczegóły taktyczne.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
toriirek

Nie wiedziałem , ze Lucek gra w dwóch klubach naraz.