Zagłębie lepsze w Tychach - relacja z meczu GKS Tychy - Zagłębie Sosnowiec

autor: Szymon Turek | 2010-03-13, 08:27 | źródło: inf. własna

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Tyszanie wciąż nie potrafią dojść do siebie po półfinałowej porażce z Podhalem. Zagłębie uległo w walce o finał gładko Cracovii, ale to sosnowiczanie są bardzie zmotywowani do zwycięstwa. Ostatni medal zdobyli dwie dekady temu, a tyszanie, przyzwyczajeni do grania o tytuł mistrzowski co roku, tym razem muszą zadowolić się grą w małym finale.

To był trudny mecz dla tyskich kibiców. Przyzwyczajeni, że w połowie marca ich ulubieńcy rozgrywają mecze na śmierć i życie w finale PLH, tym razem musieli oglądać smętną walkę o brązowy medal. To inna motywacja, inna adrenalina, inne emocje. Nie ukrywali tego tyszanie przed spotkaniem. Sebastian Gonera mówił wprost, że jego te mecze nie elektryzują, a niektórzy hokeiści GKS-u zgolili pielęgnowane na czas play - offów brody, choć przecież gra o medale się nie skończyła.

Gdy po pierwszej tercji goście prowadzili, wydawało się, że nic nie zmotywuje gospodarzy do walki. Jednak tyszanie zdobyli trzy bramki w odstępie sześciu minut i mieli zwycięstwo wyłożone na złotej tacy.

Goście z Sosnowca grali ambitnie i krok po kroku odrabiali straty. Jeszcze w drugiej tercji Vladimir Luka pozwolił swoim kolegom złapać oddech. -Tyszanie zaskoczyli nas, że pomimo tylu rozegranych spotkań w półfinale z Podhalem, wytrzymali całe spotkanie. - mówił po meczu trener Zagłębia Milan Skokan. Nie do końca miał rację, bo w ostatniej odsłonie na tafli rządzili już hokeiści Zagłębia. Gdy Marcin Kozłowski najpierw ośmieszył tyskich obrońców, a potem Arkadiusza Sobeckiego, strzelając mu bramkę trzymając kij w jednej ręce, było wiadomo, że sosnowiczanie grają o całą pulę.

Za chwilę Jarosław Różański z bliska wyprowadził swój zespół na prowadzenie, które goście oddali tylko na chwilę. W dogrywce Marcin Jaros zapewnił gościom wygraną, a trener Skokan triumfował: - Marcin w dogrywce strzelił tak jak miał strzelić. Bardzo się cieszymy, że udało nam się wyrównać stan rywalizacji.

Trener GKS-u, Jan Vavreczka podobnie jak po ostatnim półfinałowym meczu w Nowym Targu, narzekał na to, że nie wszyscy w jego drużynie grają z pełnym zaangażowaniem. - Zdecydowałem się na pomieszanie formacji, bo są w drużynie zawodnicy, którzy nie grają na sto procent swoich możliwości.

GKS Tychy - Zagłębie Sosnowiec 4:5 (0:1, 3:1, 1:2, 0:1)
0:1 - Tomasz Kozłowski (Marcin Kozłowski, Oktawiusz Marcińczak) 15'
1:1 - Ladislav Paciga (Robin Bacul) 27'
2:1 - Tomasz Proszkiewicz (Adrian Parzyszek, Krzysztof Majkowski) 29'
3:1 - Michał Woźnica (Adam Bagiński) 33'
3:2 - Vladimir Luka (Tomasz Koszarek) 38'
3:3 - Marcin Kozłowski 49'
3:4 - Jarosław Różański (Paweł Dronia, Piotr Sarnik) 50'
4:4 - Michał Kotlorz (Tomasz Wołkowicz, Adam Bagiński) 54'
4:5 - Marcin Jaros 62'

Składy:

GKS: Sobecki - Mejka, Kotlorz, Witecki, Parzyszek, Bagiński - Jakes, Proszkiewicz, Galant, Woźnica - Majkowski, Śmiełowski, Bacul, Garbocz, Paciga - Gonera, Wołkowicz, Krzak, Maćkowiak.

Zagłębie: Rajski - Podsiadło, Galvas, Luka, Koszarek, Bernat - Gabryś, Marcińczak, M.Kozłowski, T.Kozłowski, Ślusarczyk - Kuc, Balcik, Jaros, G.da Costa, Opatowski - Duszak, Dronia, Sarnik, Zachariasz, Różański.

Kary: GKS - 12 minut, Zagłębie - 10 minut.

Widzów: 1500.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.